• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Szpital św. Munga > Izba Przyjęć
Izba Przyjęć
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-06-2025, 14:26

Izba Przyjęć
To pierwsze miejsce, do którego trafiają czarodzieje i czarownice szukający pomocy uzdrowicieli. Zawsze panuje tu tłok i zgiełk – przybywają tu pacjenci cierpiący na różnorodne magiczne dolegliwości, a personel medyczny krąży między nimi, zadając pytania i notując objawy. Na ścianie wiszą ruchome zaczarowane afisze ostrzegające przed niekontrolowanymi zaklęciami i podejrzanymi eliksirami. Nad drzwiami prowadzącymi do dalszych skrzydeł szpitala wisi portret Dilys Derwent, byłej uzdrowicielki i dyrektorki Hogwartu, której szmaragdowe oczy wydają się podążać za każdym pacjentem, jakby wciąż czuwała nad bezpieczeństwem. Korytarz oświetlają unoszące się pod sufitem kryształowe kule, wypełnione płomieniami świec, które kołyszą się niczym wielkie bańki mydlane.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Oriana Medici
Akolici
niepokorne myśli, niepokoje
Wiek
25
Zawód
magimedyczka, genetyczka, badaczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
4
0
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
9
Siła
Wyt.
Szybkość
5
6
8
Brak karty postaci
03-02-2026, 18:16
Zaczęła powoli przygotowywać potrzebne mu eliksiry, w tym ten, który miał wypić jeszcze podczas pobytu w szpitalu. Była w tej pracy monotonia, ale też doza przyjemnego dreszczyku ekscytacji — przede wszystkim widząc, że jej metody naprawdę pomagają w uśmierzeniu bólu czy niwelowaniu objawów. Szczególnie istotna była tu fobia Gethena, ale nigdy nie powiedziała tego na głos, raczej skupiając się na ogółach; z mężczyznami bywało wszakże tak, że nawet poruszenie owego tematu i kłujące uczucie zmierzwionego ego potrafiło odbijać się pulsacyjnym bólem skroni. Nic dziwnego, że w ogólnie pojętej kulturze przyjęło się stwierdzenie o kruchym, męskim ego i choć Gethen nie wyglądał na jednego z przedstawicieli tej elitarnej grupy, której zasugerowanie, że czegoś nie mogą powodowało pęknięcie żyłki na czole, to nadal podchodziła do tematu ostrożnie. Niekiedy nawet zmartwienie czy zasugerowanie nadwagi potrafiło wywołać w pacjencie atak, spowodowany natłokiem silnych emocji.
Podstawiła mężczyźnie kilka fiolek na stolik, obok dołączając starannie wypisaną receptę na kolejne dawki i rozpiskę pobierania. Chwilę po tym spojrzała na mężczyznę z łagodnością, przysiadając obok na stołku lekarskim.
— Nie korzystamy z Sieci Fiuu, nie teleportujemy się, unikamy tłumów... ma pan kogoś, kto może pana odebrać? — Nigdy nie dostała chyba twierdzącej odpowiedzi, ale zawsze słyszała, że sobie poradzi. Liczyła po cichu, że tym razem będzie inaczej, ale mimo to dodała na koniec — Jakby potrzebował Pan pomocy, będę w dyżurce lub w sali 34. Na ścianie jest przycisk, którym może Pan nas wezwać.
Wiedział to doskonale, ale i tak musiała o tym przypomnieć. Procedury są nieubłaganą częścią tej działalności. Jak normalnie zwykła po prostu opuścić pomieszczenie, tak tym razem posiedziała jeszcze chwilę, w ciszy i dziwnym poczuciu, że powinna coś jeszcze powiedzieć, o coś jeszcze się zapytać.
— Powinien pan przyjść na kontrolę za dwa miesiące… uzupełnimy zapasy eliksirów i omówimy nasilenie ataków.
Gdzieś na jej ustach błądził uśmiech, ale w mroku cieżko było go dojrzeć. Zamiast tego magimedyczka podniosła się spokojnie ze stołka, zabierając wszystkie swoje rzeczy w poupychanych notesami kieszeniach. Za kilka godzin miała ponownie pojawić się w sali mężczyzny, tym razem by dać mu już gotowy wypis, ale póki co jedyne, co mogło go uratować, to cisza i samotność.
Wyszła z sali bezszelestnie, udając się do dyżurki, by wszystko spisać dwukrotnie - do wpisów szpitalnych i do własnych notatek, skrzętnie skrytych w noszonym przy sobie notatniku. W domostwie Medici mężczyzna miał oddzielną teczkę, ale nie mogła mu tego przyznać. Jakkolwiek irracjonalnie by to nie brzmiało, de facto każdy jej pacjent miał swoje drugie życie w drewnianym biurku Oriany - jej spostrzeżenia, opinie I informacje, do których dochodziła przegrzebywani dokumentacji szpitalnej. Jeśli kiedykolwiek ujrzałoby to światło dzienne, wiele ciekawostek mogliby sie pacjenci dowiedzieć sami o sobie; póki co jednak ich historie chorobowe i przebiegi leczenia rodzin, do których udało jej się dojść, pozostawały nieskalane czyimkolwiek spojrzeniem.

zt x2!
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
24-02-2026, 22:59
18 maja  1962
Wpadła razem z oddziałem magipolicjantów, niosących rannego i nieprzytomnego mężczyznę, do św. Munga, gdzie natychmiast wszystko zaraportowała do uzdrowiciela, prosząc o natychmiastową pomoc. Przekazała tyle, ile udało im się ustalić na miejscu – niestety nie było tego dużo, ale niemal natychmiast zdecydowano o leczeniu mężczyzny w odosobnieniu, skoro był potencjalnie przeklęty likantropią. Od dowódcy dostała dyspozycję, aby czekać i przystąpić do przesłuchania świadka, gdy tylko będzie ku temu sposobność, a także wyjaśnić wszystko temu, kto tu przybędzie z Wydziału Zwierząt. Reszta magipolicjantów po parunastu minutach dogadywania szczegółów udała się na komisariat i w teren.
Przez krótki moment Weasley przechadzała się po korytarzu pod salą, ostatecznie, decydując się przysiąść na krześle ustawionym pod ścianą, żeby nie tamować przejścia swoją osobą. Pielęgniarki i uzdrowiciele krzątali się pospiesznie, trochę dalej czarownica dostrzegła pacjentów w niezbyt dobrej kondycji, a także czekających na informacje bliskich. Cholera. Nienawidziła szpitala, tych kolorów, atmosfery, zapachu, który przynosił do ciała napięcie, zamiast ukojenia. Skąd pochodził ten lęk? Sama nie była do końca pewna, ale tak czasem było, że pewne miejsca potrafiły odstręczać. Wolała prywatne lecznice, szybkie zaklęcia na komisariacie, czy w terenie – może dlatego też tak często upierała się, że nic jej nie było? W Hogwarcie skrzydło szpitalne nie kojarzyło jej się tak źle, ale tam było inaczej, a tu śmierć pukała do drzwi i rozglądała się za tymi, których mogła zabrać.
Minuty dłużyły się niewyobrażalnie, więc próbowała się „uziemić” zaczytaną w książce o psychice i zmysłach metodą. Zaczęła od pięciu rzeczy, które postrzegała zmysłem wzroku: kryształowe kule pod sufitem, łuki przy sklepieniu, brązowy kolor jej butów, biel szpitalnych uniformów, promienie porannego słońca wpadające przez okno. Następnie dotknęła czterech przedmiotów, używając zmysłu dotyku: drewno siedziska krzesła, grubość materiału spodni, szorstkość stron notatnika i wreszcie zadrapanie na skórze prawej ręki, pozostałość po jednej z akcji sprzed paru dni. Kolejnym krokiem był zmysł słuchu, który był chyba najprostszy, bo tak wiele dźwięków ją otaczało: kroki na korytarzu, śmiech dwójki pielęgniarek, które oczarował swoim humorem jakiś uzdrowiciel i pojękiwanie pacjentów, które było mało uspokajającym dźwiękiem. Lecz szybko przeminęło, bo następny zmysł oczekiwał w kolejce, węch: mocna woń ziół i eliksirów wypełniała nozdrza po brzegi, ale poza tym czuć było też kawę, na którą wielu decydowało się, aby rozbudzić zaspane ciało. Na koniec został smak. I tu był problem, bo jedyne, co wędrowało po języku czarownicy to ślina upominająca się o jakiekolwiek śniadanie.
W tej samej chwili w krańcu pola widzenia, czarownica dostrzegła szybciej poruszającą się postać. Czyżby to do niej? Dostrzegając znaną sylwetkę skinęła głową w kierunku kobiety i podniosła się z krzesła, kontrolnie zerkając za otwarte drzwi, gdzie uzdrowiciele zajmowali się wciąż nieprzytomnym podejrzanym.
– Dzień dobry, Ariano – zaczęła. – Zakładam, że nie wszystko było jasne w krótkiej wiadomości przesłanej do waszego wydziału – zapytała dość retorycznie, wyciągając swój notatnik i otwierając na zapiskach, które poczyniła. – Mamy chwilę, nim uzdrowiciele skończą się nim zajmować – dodała, objaśniając nieco obecną ich sytuację. – Więc tak jak było w wezwaniu, dostrzegliśmy ślad, który wygląda, jak ugryzienie wilkołaka, dodatkowo został znaleziony nagi i ma pełno zadrapań, jak gdyby po walce, jednak wokół miejsca zdarzenia nie znaleziono ani ubrań, ani różdżki, choć technicy wciąż przeczesują okolicę – przerzuciła stronę notatnika. W swoich rozważaniach dodała tam zapiski ze znakiem zapytania odnośnie do potencjalnych ofiar teoretycznego wilkołaka lub zagrożenia, z którym wojował, a jakie zostawiło na nim świeże rany. Wolałaby, żeby tam coś znaleźli, chociażby różdżkę, po której będą mogli zidentyfikować delikwenta. Willow złapała złożony kawałek papieru i rozłożyła go, wskazując zabraną kopię rysunku pamięciowego, całkiem podobnego do znalezionego mężczyzny. – Jednocześnie jest nieco podobny z rysopisu do niezarejestrowanego animaga – zerknęła przez ramię. – Ale trzeba by go przesłuchać, a na to, jak mówiłam, musimy poczekać – wróciła spojrzeniem na Arianę i uśmiechnęła się lekko, czekając na pytania, które mogą paść ze strony brunetki. Miała nadzieję w głębi ducha, że sprosta tym pytaniom, chociaż wiedziała równie niewiele.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:56 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.