• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Organizacja > Akta postaci > Tworzenie kart postaci > Moon Grimrose
Moon Charlotte Grimrose
Obrazek postaci
Dusza
Personalia rodziców
Rudolf Grimm, Athenea Grimm (née Culpepper)
Aspiracje
rozwijanie zdolności w magii iluzji; sukces na nielegalnym szczeblu w przemycie dzieł sztuki
Amortencja
zapach skóry nagrzanej słońcem, leśnego mchu nasiąkniętego deszczem, farb
Różdżka
13 cali, dość giętka, pióro z ogona gromoptaka, sosna
Hobby, pasje
tworzenie magicznych iluzji, transmutacja, sztuka
Bogin
trawione ogniem ciało synka
Umysł
Data urodzenia
15 maja 1936
Miejsce urodzenia
Knaresborough, North Yorkshire, Anglia
Miejsce zamieszkania
Londyn, Anglia
Język ojczysty
angielski
Genetyka
Metamorfomag
Ukończona szkoła
Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Ravenclaw
Zawód
scenografka w Teatrze Magicznym Arcadia, przemytniczka dzieł sztuki
Czystość krwi
Półkrwi
Status majątkowy
Stabilna sakiewka
Ciało
26
171
57
Wiek
Wzrost
Waga
brązowe
ciemnobrązowe
Kolor oczu
Kolor włosów
Budowa ciała
szczupła, wysportowana, ale nieprzesadnie umięśniona; zawsze wyprostowana, nieco sztywna, jakby jej sylwetka została zamknięta w ramach
Znaki szczególne
kolorowa apaszka na szyi; w kieszeni zawsze nosi niepozorny, stary guzik — jedyną pozostałość po zmarłym synku i magiczną miarkę, a także zapalniczkę — w której zawsze brakuje ognia
Preferowany ubiór
strój roboczy: częściej spodnie niż spódnice - przede wszystkim dla własnej, codziennej wygody; płaszcz o jaskrawej podszewce, z wieloma kieszeniami, płaskie buty, brak dodatków chyba, że nietypowe guziki, golfy; na co dzień : proste, dopasowane sukienki, biżuteria: kolczyki, cienkie łańcuszki
Zajęty wizerunek
Winona Ryder
Obrazek postaci
Scena kłamie uczciwiej niż ludzie. 

W życiu, czy w teatrze — nigdy nie kieruje się przypadkiem. Nie wierzy w przeznaczenie. To nie ono stanowi w jej życiu główną siłę sprawczą, Nie dlatego, że świat jest całkowicie przewidywalny, lecz dlatego, że przypisywanie zdarzeń losowi zbyt łatwo zwalnia z odpowiedzialności za własne ruchy i czyny. Chociaż przecież doskonale wie, że tak byłoby zdecydowanie łatwiej.
Moon wierzy w odpowiednie rozmieszczenie rekwizytów na teatralnej scenie. A na scenie równie wiele zależy od światła. Jeśli ustawi się je właściwie — los postaci wygląda z początku jedynie jak mglisty kadr, zapowiedź czekającej ją przyszłości, gdy nic nie jest jeszcze przesądzone. Staje się podatny na sugestie, bo to właśnie światło kieruje uwagą widza — nie tam, gdzie dzieje się najważniejsze, gdy za kulisami rodzi się mistyfikacja —  lecz w kierunku, który mu wskaże. Nauczyła się projektować przestrzeń z rozmysłem — wie jak łatwo zająć widownię wyrastającą przed oczami iluzją. W jej rękach zwykła dekoracja staje się narracją, a narracja — zasłoną dymną.
Podobną narrację nadała własnemu życiu, skutecznie okłamując nie tylko innych, ale i samą siebie. 

~*~ 

1941 - przebudzenie magii, metamorfomagia

Urodziła się między skrzyniami pełnymi rekwizytów, a tymi ze skrywaną w ich wnętrzu kontrabandą.
Drewniana podłoga wozu skrzypiała pod stopami, gdy chowała się pośród topornych kufrów pełnych elementów dekoracji, strojów artystów i magicznych mechanizmów przewożonych przez cyrk należący do rodziny matki. Athenea, niczym Persefona, pół roku spędzała w podróży, przemieszczając się z miasta do miasta, ze wsi do wsi, aby wrócić do Knaresborough w drugiej połowie roku. Artystka, akrobatka i iluzjonistka, Była jak kolejny klejnot w pokaźnej kolekcji dzieł sztuki Rudolfa Grimma — w dzień właściciela miejscowej galerii, w nocy przemytnika. Po matce Moon przejęła zamiłowanie do ruchu, rytmu i nieco naiwną dobroć serca, wiarę w niezniszczalne piękno otaczającego świata. Wzrastała pośród śpiewu, niecichnącej muzyki, spektakularnych spektakli i nocy spędzonych przy wolno dogasającym ognisku, gdy nie tylko ubrania, ale skóra i włosy przesiąkały specyficznym zapachem dymu, bardzo długo kojarzącym się jej z dzieciństwem. Od ojca — myśl, że granice należy traktować jedynie jak sugestie, a prawo jak przeszkodę, którą z łatwością można obejść i przełamać, wystarczy jedynie znaleźć odpowiedni wytrych. Dorastała więc w dwóch egzystencjalnych językach naraz - niepohamowanego zachwytu i wiecznie krążącej w żyłach tajemnicy.
Magia objawiła się u niej bardzo wcześnie i gwałtownie — przedmioty zmieniały strukturę pod wpływem jej emocji, ich kolory wibrowały przed oczami przyjmując inne odcienie, jakby już wtedy przewidywały obraną przez Moon ścieżkę. Równie spektakularnie przejawiła się jej zdolność metamorfomagii odziedziczona po ojcu - klucz do jego sukcesu, mistrza wszechstronnego kamuflażu urozmaiconego wrodzonym darem. A ta umiejętność skuteczne pogłębiła specyficzne pęknięcie jej osobowości.
Dzisiaj z trudem przychodzi jej ustalić kolejność zatartych w umyśle wspomnień.
Jak przez mgłę pamięta, że matka, zawieszona w powietrzu, właśnie ćwiczy swój najnowszy numer. Moon podziwia ją z dołu, równocześnie rozciągając swoje drobne ciało do kolejnej akrobacji, którą usiłuje sobie przyswoić. Światła są zbyt mocne, ktoś krzyczy. Pada ostrzeżenie. Dekoracja zaraz się zawali. Moon czuje narastające napięcie — chce zniknąć, stać się niewidzialną. I niemal to się dzieje. Jej włosy tracą kolor — jakby wypłowiały w kilka sekund. Rysy twarzy rozmywają się, stają się nijakie, trudne do zapamiętania. Jedna z charakteryzatorek mówi później:  Przysięgam, patrzyłam na nią — i nie mogłam sobie przypomnieć, jak wygląda.
Drugie wspomnienie wybrzmiewa w jej pamięci inaczej: jest szorstkie, niemal bolesne, bo ojciec przyłapuje ją na kłamstwie — a chociaż oszustwo jest jego monetą, u córki nie dopuszcza nawet najmniejszego łgarstwa. Ale on nie krzyczy — tylko patrzy, przewierca ją swoimi uważnymi, piwnymi oczami. To gorsze. Dziewczynka czuje falę wstydu i strachu. Jej twarz zaczyna się zmieniać — ale chaotycznie. Nos jakby nie jej. Linia szczęki ostrzejsza. Kolor oczu jaśnieje. Skóra blednie. Przez chwilę wygląda nieco dojrzalej, wydaje się starsza, bardziej podobna do niego. Ojciec nie reaguje z czułością. Mówi tylko:  Dobrze. Nauczysz się tego używać. Wprawa przyjdzie z czasem. Nie daje jej nic więcej.

~*~

1947-1954 - Hogwart

Gdy przekraczała progi Hogwartu, gdzie Tiara przydzieliła ją do Ravenclawu, wydawało jej się, że ma już szczegółowo zaplanowaną przyszłość. Regularne podróże odbywane z rodzinnym cyrkiem Culpepper pozwoliły jej dotrzeć nie tylko do najdalszych zakątków całego Zjednoczonego Królestwa, ale i z rozsadzającą ciało pewnością odkryć czym było jej powołanie. Odnajdywała się nie tylko w tańcu, gimnastycznych popisach — ćwicząc pod uważnym okiem matki — ale i zapałała nieodpartą miłością do sztuki teatralnej i scenografii. Iluzja pozwalała na to, aby poczuć się jak we śnie rozgrywanym na jawie z wszystkimi możliwymi zwrotami akcji, budując przed oczami mistyfikacje. Ojciec, zapalony miłośnik rzeźby i malarstwa, w swym charakterystyczny, surowym dla siebie stylu, wprowadzał ją w historię tych dziedzin sztuki. I chociaż w głowie kreślił dla niej zupełnie inną przyszłość, niepodobną do ścieżki, którą dotąd zdawała się podążać, pozwalał jej samodzielnie wzrastać — i może to dawkowane poczucie pozornej wolności tak wiele zmieniło po latach. Jednak mimo fascynacji snutymi przez Rudolfa opowieściami, Moon odcinała się jeszcze wtedy od jego świata — w tym roztaczanym przez matkę rządziła prostota, spokój, a sztuka nie była pieniądzem, a odbiciem duszy. Ojciec dostrzegał w niej coś o wiele więcej. Sekret, adrenalinę, brak wyraźnie określonych reguł. Kontrolę. A chociaż przysłuchiwała się toczonym w ojcowskich kuluarach rozmowom i szeptom o nocnych transportach z uwagą, rejestrowała podejrzaną obecność obcych na zapleczu rodzinnej galerii, wciąż wydawało jej się, że lepiej odnajdzie się na ścieżce wyznaczonej przez matkę.
Od pierwszych dni nauki fascynowała ją transmutacja i magia iluzji: nie jako tania sztuczka, lecz jako narzędzie manipulowania ludzką percepcją. Zdawała sobie sprawę z roli mistyfikacji  —  na scenie, jak i w życiu. Ludzie nie tylko zakładali maski, budowali fasady codziennych zachowań, postaw i poglądów wobec świata. Chociaż brylowali na scenie głównej, obawiali się zapuścić za kuluary — ona jednak odnosiła wrażenie, że bezpieczne życie jest jak dekoracja — wygląda dobrze z widowni, to co naprawdę ciekawe kryło się w mechanizmach scenografii, zasadach ich działania i wykorzystaniu rekwizytów. Przekonanie godne jej ojca —  należało więc je stłumić. Osiągała dobre wyniki w nauce z większości przedmiotów — przez moment przejawiała nawet głębsze zainteresowanie eliksirami, bo i przy ich tworzeniu nierzadko powstawało coś z niczego — bezwonna, bezbarwna ciecz zmieniała się w płyn mogący nawet zabić. Zaklęcia opanowywała sprawnie, ale pisząc na ich temat eseje, skupiała się przede wszystkim na ich konstrukcji, a nie samym ich działaniu.
W kontaktach z rówieśnikami była dosyć wybiórcza. Przyjaźnie traktowała jak dobrze przemyślane konstrukcje: przede wszystkim solidne. Już wtedy wykazywała niepokojącą cechę — komfort w szarej strefie interpretacji zasad, czasem lądowała więc na szlabanach, bo zapuszczała się w zakazane zakamarki zamku lub wykorzystywała na innych iluzje bez brania pod uwagę wynikających z nich konsekwencji. Z czasem nauczyła się ogłady, swoje wybryki okraszając rozbrajającym uśmiechem lub teatralnie odebranym zmieszaniem. Nie wahała się sięgać do umiejętności nabytych w cyrku — tam, gdzie iluzję i oszustwa nazywano jedynie narzędziem, czystą rozrywką.
Umiejętność metamorfomagii rozwijała bazując na obserwacji. Stała przed lustrem i próbowała zmieniać twarzy pod wpływem decyzji a nie nagłych emocji. Pragnęła je opanować. To było trudniejsze niż sama transformacja. Zmiana była instynktowna; kontrola wymagała dyscypliny. Najpierw ćwiczyła detale: łuk brwi, linię nosa, kształt ust. Godzinami utrzymywała jedną zmianę, aż mięśnie twarzy zaczynały drżeć z wysiłku. Odkryła, że metamorfomagia nie jest jedynie aktem woli — jest dialogiem między ciałem a emocją. Jeśli uczucie było zbyt silne, twarz zdradzała je szybciej niż słowa. Z biegiem czasu nauczyła się wykorzystywać swoje umiejętności bardziej świadomie. Nie zmieniała swojej twarzy całkowicie; przesuwała akcenty. Wydłużony o milimetr podbródek nadawał jej surowości. Delikatnie uniesione kości policzkowe czyniły ją bardziej wyniosłą.

~*~

1954-1957 - Ars Mirabilis

Evershire College of Arcane Arts nie było wyborem, było oczywistością. Ars Mirabilis — Sztuka Magiczna i Iluzja - jej marzeniem. Nie bez stresu przygotowywała się do egzaminów wstępnych i rozmowy kwalifikacyjnej, przez miesiące pracując nad iluzją, którą zamierzała zaprezentować podczas próby praktycznej. Szemrane interesy ojca — którego działalność przez lata znacznie się rozwinęła, posiadał już filie swojej galerii we wszystkich największych miastach, także w Londynie — zapewniły jej środki na to, aby spędzić w uczelni trzy kolejne lata.
Studia wprowadziły ją w świat jeszcze bardziej rozbudowanych scenicznych mistyfikacji. Pierwszego dnia każdego ze studentów pozostawiono w zupełnie pustej przestrzeni i podano jedynie kontekst — resztę mieli stworzyć sami. Projektowanie cudzej percepcji za pomocą magii iluzji nie było łatwe, lecz wsparte głęboką analizą oraz praktycznymi umiejętnościami z dziedziny malarstwa i rzeźby zaczynało nabierać coraz wyraźniejszych kształtów. Moon zrozumiała, że praca scenografki nie opiera się wyłącznie na wyborze rekwizytów czy konstrukcji dekoracji, lecz przede wszystkim na przewidywaniu, co widzowie chcieliby ujrzeć na scenie. Chodziło więc o zdolność kierowania cudzą uwagą.
Analizowała zależności między dźwiękiem a światłem, między ruchem a oczekiwaniem ludzkiego oka, między ciszą a napięciem. Z czasem zaczęła łączyć iluzję z transmutacją w sposób wymykający się tradycyjnym metodom. Potrafiła sprawić, że obserwatorzy byli przekonani o ruchu tam, gdzie panował bezruch, albo nie dostrzegali zmian zachodzących wprost przed ich oczami. Jej prace cechowała ogromna precyzja.
Jej projekty scenograficzne zaczęły przypominać eksperymenty psychologiczne. Budowała przestrzenie wpływające na zachowanie ludzi, zanim ci zdążyli uświadomić sobie, że zostali poprowadzeni. Sposób ustawienia krzesła, wysokość podestu, odcień tkaniny — każdy element był przemyślaną decyzją, a każda decyzja niosła w sobie określony skutek. W takich konstrukcjach przestrzeń przestawała być tłem i stawała się napiętą linią narracji.
Podczas pokazu dyplomowego postanowiła wykorzystać umiejętność, której nauczył ją dziadek Grimm, cyrkowy wytwórca świstoklików. Użyła ich, by pogłębić immersję widzów w projektowany spektakl. Odległości nie były duże — przenosiny z siedzeń za kulisy, pod sufit zaczarowanego teatru czy do specjalnie wyznaczonych lóż następowały niemal niezauważalnie. Nie chodziło o okrzyki zachwytu ani podziwu. Każdy misternie zaplanowany element, każda sytuacja i każdy widz wciągnięty w fabułę istnieli wyłącznie dlatego, że tak właśnie postanowiła — zgodnie z artystycznym zamysłem dopracowanym w najmniejszym szczególe.
Po ukończeniu studiów udało jej się zdobyć posadę asystentki głównego scenografa teatru.
Regularnie wracała do cyrku, wspierając matkę w przygotowaniu kolejnych, coraz bardziej rozwiniętych iluzji. Tam poznała, a raczej ponownie po latach spotkała jego — choreografa, twórcę scenicznego ruchu, człowieka spokojnego, uważnego, przyzwoitego do bólu. Nie imponował jej — ufała mu. To zdarzało się jej rzadko. Więc wydawało się cenne.
Ich miłość nie wybuchła. Ona narosła. Z przyjaźni. Z powtarzalności. Z obecności. Pobrali się bez większej pompy — jakby podpisywali umowę o wspólnym budowaniu świata — w końcu dzielili artystyczne milieu. Wydawało jej się, że wygrała na loterii. Nawet pomimo późniejszego, groźnego wypadku i kontuzji, które pozbawiły go na zawsze pełnego czucia w prawej nodze. Postanowił poświęcić się swojej drugiej pasji - antykom. Sklep sfinansował jej ojciec — pieniędzmi, o których pochodzenie lepiej było nie pytać. Lokal był elegancki, dyskretny, specjalistyczny: sztuka, ramy, stare grafiki, obiekty scenograficzne, przedmioty z historią. To był jego mały świat. Ona miała Arcadię.
W tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym dziewiątym roku w ich wspólnym świecie pojawił się również mały Tony. Anthony.

~*~

1958 - wewnętrzna przemiana

Ojciec nigdy nie udawał, że zależy mu na moralności. Nie przed nią. Powtarzał: własność to rzecz umowna. Dzieło żyje, gdy krąży.
Latami odrzucała jego świat. Aż przestała.
Najpierw drobne przysługi. Weryfikacja autentyczności przemycanych dzieł sztuki — bo potrafiła wykryć otulające je iluzje. Tymczasowe przechowanie, na tyłach sklepu. Nie dawał im wyboru. Konsultacje scenograficzne przy prywatnych ekspozycjach. Zawsze o krok od czynu, nigdy w centrum samej akcji — aż granica straciła kontur.
A ona z czasem zupełnie wpadła.
Dotarła do niej prawda, którą przecież od zawsze miała na wyciągnięcie ręki. Przez lata wybierała świat matki: sztukę, widowisko, tworzenie. Wyszła za dobrego człowieka, bo dobro wydawało się bezpiecznym portem. Myliła spokój z uzdrowieniem. Cisza zaczęła ją dusić.
Potem odkryła, że kontrola smakuje mocniej niż podziw wobec iluzji tworzonego świata. A adrenalina — mocniej niż miłość.
Ojciec miał rację. Granice należy przekraczać.
Jej działania nigdy nie przypominały przestępstw w potocznym rozumieniu tego słowa. Nie było w nich pośpiechu, chaosu ani brutalności. Przypominały raczej spektakle — starannie zaplanowane przedstawienia, w których każdy element istniał po coś, a każdy człowiek, świadomie lub nie, odgrywał przydzieloną mu rolę.
Nie zaczynała od dzieła sztuki. Zaczynała od przestrzeni.
Najpierw obserwowała miejsce: galerię, magazyn, prywatny salon kolekcjonera. Studiowała układ światła, wysokość sufitów, kierunki spojrzeń, naturalne trasy poruszania się ludzi. Analizowała, gdzie wzrok zatrzymuje się najdłużej, a po czym prześlizguje się obojętnie. Wiedziała, że uwaga skupia się tam, gdzie się ją nakieruje — umiejętnie poprowadzona sprawi, że nikt nie zauważy, co dzieje się w ciemności tuż obok.
Nie tworzyła spektakularnych iluzji. Nie potrzebowała ich. Nierzadko ukrywała skradzione dzieła pośród teatralnych dekoracji — na czas planowanego przerzutu, w oczekiwaniu na transport. Jej największym talentem nie było ukrywanie rzeczy. Było sprawienie, by ludzie byli przekonani, że widzą dokładnie to, co powinni zobaczyć.
Umiejętnie posługiwała się przy tym również transmutacją, traktując ją jak narzędzie. Potrafiła sprawić, że przedmiot wyglądał starzej, ciężej, bardziej autentycznie — albo przeciwnie, stawał się wizualnie banalny, pozbawiony znaczenia, niewarty drugiego spojrzenia. Wiedziała, że ludzie nie kradną tego, co wydaje się nieistotne, i nie pilnują tego, co wygląda zbyt banalnie, aby przyciągnąć do siebie zainteresowanie.

~*~

Arthyen pojawił się znienacka. To ojciec wprowadził go do jej świata  — poznała go przez kaprys człowieka, który wzbogacił się na tyle, że sam już nie wiedział, co robić z zarobionymi pieniędzmi.
Nie był romantyczny. Nie robił wszystkiego, by zawrócić jej w głowie, Był inny. W każdym jego ruchu kryła się precyzja i niemal namacalna bezwzględność. Widział w niej nie dobro zaszczepione w duszy przez matkę — lecz potencjał. Przy nim czuła napięcie, którego brakowało w jej bezpiecznym, pozornie sielankowym i uporządkowanym życiu. Przy nim nie musiała być dobra — mogła być sobą. Rozdwojoną, rozerwaną na pół — o pękniętej osobowości. Napięcie zastąpiło czułość. Intensywność zastąpiła bliskość. Wiedziała, że oddaje mu wszelkie stery — i właśnie to ją przyciągało. Zawsze wiedziała, że w napięciu staje się precyzyjna i chłodna. W ciszy i bezruchu — pęka od środka.
Weszła w tę relację jak w rolę.
Została w niej jak w sidłach.
To on był je chaosem. Upadkiem. Nie potrafiła odejść, mimo świadomości, że była marionetką w jego sprawnych rękach.

~*~

1961 - grudzień pożar i śmierć syna

To miała być niezapomniana premiera — w małym teatrze, gdzieś na południu Anglii. Moon przygotowała całą scenograficzną aranżacje, namalowała i wyczarowała dekoracje. Nie skłoniła się na scenie, nie uraczyła gości swą obecnością, chociaż na afiszach nazywano ją gościem honorowym. Po prostu nawet się tam nie pojawiła. Dopiero potem dowiedziała się, że ogień strawił wszystko, a większości obecnych tylko cudem udało się ujść z życiem. Wszystkim oprócz jej syna, zagubionego gdzieś pośród teatralnych kulis, gdy jej mąż na moment stracił go z oczu. Zginął w pożarze podczas nocy, którą spędziła z kochankiem, nie z rodziną. Ta myśl nieustannie dźwięczy w jej myślach — niemożliwy do zagłuszenia wyrzut sumienia. Chciałaby wziąć na siebie całą winę. Ale nie potrafi — więc rozdziela ją jak światło przez pryzmat: część na siebie, część na los, część na system, część na przypadek. Przypadek, w który przecież nie wierzy. 
Od tego czasu kontrola, już wcześniej tak istotna, stała się jej obsesją. Projektuje przestrzenie z nadmiarem wyjść — by mieć pewność, że będzie mogła uciec. Sprawdza materiały pod kątem ich łatwopalności — unika tych, po których łatwo wspina się ogień. Nie znosi zapachu dymu — to, co dotąd przywoływało wspomnienia z dzieciństwa, stało się koszmarem.
Po śmierci syna znowu zaczęła pracować nad swoim darem. Nad jej trudniejszym aspektem: nie nad tym, jak się zmieniać, lecz kiedy nie pozwolić sobie na zmianę. Po pożarze syna jej twarz wymykała się spod kontroli. Bladość wdzierała się nagle, oczy ciemniały, rysy twardniały bez jej zgody. Wtedy dopiero zrozumiała, że metamorfomagia jest lustrem — nie odbija tego, kim chce być, lecz to, kim w danej chwili naprawdę jest. Uczyła się więc uspokajać puls, wygaszać emocje, wygładzać twarz jak porządkuje się powierzchnię sceny przed podniesieniem kurtyny. Godzinami stała bez ruchu, obserwując, czy skóra nie zdradzi napięcia, czy linia ust nie pęknie pod ciężarem wspomnienia. Dyscyplina stała się jej tarczą.
Ostatecznie opanowała nie tylko możliwość zmiany wyglądu swojego lica, lecz dzięki swym umiejętnościom nauczyła się wywierać na innych wrażenia zależne od sytuacji. Potrafiła być kimś łagodnym, kimś twardym, kimś obcym — bez zbędnej teatralności. Metamorfomagia przestała być darem, a stała się architektem jej własnej tożsamości. Twarz była jak scena. A scena, jak zawsze, należała do niej.

~*~

Jej małżeństwo trwa — formalnie. Emocjonalnie jest sceną po opadnięciu kurtyny, na której pozostał jedynie porzucony tam bałagan i chaos. Szanuje męża. Jednak nie potrafi go już kochać. Jego dobroć działa jak lustro, w którym widzi noc pożaru. Miłość, którą z nim zbudowała, była prawdziwa — ale nie była wystarczająco gwałtowna, by zagłuszyć jej głód ognia. Dlatego dziś nazywa ją w myślach ulotną. Nie dlatego, że była fałszywa — lecz dlatego, że nie potrafiła ugasić w niej pragnienia kontroli i sprawić, aby zadowoliła się rutyną.
Nie jest już marionetką — lecz kimś, kto świadomie pozwala trzymać sznurki, bo ich napięcie jest jedynym dowodem na to, że jeszcze żyje.
Wciąż potrafi wzruszyć się pięknem. Wciąż potrafi być dobra. Ale dobro nie jest już kompasem — jest jedną z opcji scenariusza.
Najgłębsza prawda, której nie wypowie nawet w myślach, to ta, że wcale nie została wciągnięta w mrok. Weszła do niego, bo oferował jej reżyserię, a nie tylko poboczną rolę.
0
Pozostało PP
mind
0
Pozostało PM
0
8
0
OPCM
Uroki
Czarna magia
25
0
0
Transmutacja
Magia lecznicza
Eliksiry
5
10
5
Siła
Wytrzymałość
Szybkość
Ścieżka VI — Nauka
Rozwój teorii magii i krytyczne myślenie
Ścieżka XI — Ekonomia i handel
Rozpoznawanie wartości przedmiotów dotyczących profesji postaci
Znajomość prawa handlowego i nielegalnych praktyk
Ścieżka XII — Przestępczość
Fałszerstwo i manipulacja dowodami
Sabotaż i eliminacja śladów
Przemyt i czarny rynek
Ścieżka XIII — Szpiegostwo
Kamuflaż i maskowanie tożsamości
Unikanie pułapek i zabezpieczeń
Ścieżka XV — Przetrwanie
Sztuka kamuflażu
Zrozumienie rytmów przyrody i pór roku
Ścieżka XVI — Społeczeństwo i wpływy
sztuka kłamstwa i oszustwa
urok osobisty
Ścieżka XVII — Artyzm i twórczość
malarstwo i rysunek
rzeźbiarstwo i rękodzieło
Ścieżka XVIII — Sport
Taniec
Akrobatyka
Ścieżka XIX — Technika i rzemiosło
tworzenie scenograficznych iluzji
tworzenie świstoklików
magiczna architektura

drzewko

Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Moon Grimrose
Zarejestrowani
Wiek
26
Zawód
scenografka, przemytniczka dzieł sztuki
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
25
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
5
Brak karty postaci
15-02-2026, 13:26
[w budowie]
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 16:13 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.