• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Hodowla "Ropuszy Triumwirat" > Zagroda Ropuch Purpurowych Olbrzymich
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-02-2026, 22:56

Zagroda Ropuch Purpurowych Olbrzymich
Największa z magicznie przystosowanych zagród dla największego gatunku ropuch. Część wewnętrzna zagrody to drewniany budynek, którego poszczególne części magicznie imitują różne środowiska naturalne: pustynną oazę, pole pszenicy i łąkę. Z zagrody ropuchy mogą wychodzić na zewnętrzny padok. Znajduje się tam niewielki staw, w którym dwa razy w roku mogą oddawać się godom, oraz teren, na którym przeprowadzane są ich treningi do funkcji obronnej. Ropuchy nauczone są strzec ogrodzenia ich własnej zagrody.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
12-02-2026, 16:01
6 maja 1962


Od kiedy opowiadała synowi o wizycie w Hogwarcie – od kiedy wypytał ją o to czym właściwie jest szkoła i gdzie dokładnie była, nie mogła uciec od pełnych ciekawości i dociekliwości pytań. Harry pytał kiedy też tam trafi – chciał trafić do tego samego domu, do którego trafiła mama, nawet jeżeli zupełnie nie rozumiał ich koncepcji i zapamiętywał tylko pojedyncze szczegóły, notorycznie myląc nazwy wszystkiego, co tylko pozostawało do pomylenia.
Ale był dzieckiem – wzdychała Sanderson – i to z każdą chwilą coraz bardziej rozumnym. Chciał zobaczyć, chciał, żeby Moira go tam zabrała. I nawet jeżeli pozostawała istotą zbyt surową i często brutalnie nieobecną – nie umiała mu odmówić. Tak samo jak wtedy, kiedy razem wracają do Pubu z kominkiem połączonym do sieci Fiuu i kiedy mały Sanderson pyta czy mógłby obejrzeć żaby.
To ropuchy, nie żaby – poprawia go matka, ale ten nie ma zielonego pojęcia czym właściwie jest ropucha i czemu wygląda jak żaba. Lubi te największe – ale jest dzieckiem, w jego małych dłoniach wszystko wydaje się solidnych rozmiarów. Pyta Moirę czy mogą mieć jedną, a ona mówi, że mogą je obejrzeć.
Dalej wszystko dzieje się samo.
– Nie, Harry. Wykluczone. Ta może być bardzo toksyczna. Czy to nie ten gatunek…? – dopytuje Darcy, idąc wzdłuż ogrodzenia zagrody Ropuch Purpurowych Olbrzymich. Trzyma syna za rękę i próbuje udaremnić jego plan zajęcia miejsca siedzącego na ziemi, z której najchętniej nie ruszyłby się wcale do momentu, w którym blond magichirurg wreszcie mu ustąpi. Henry w ciągu dnia spędza z Moirą wyjątkowo mało czasu – nie jest świadom, że ta bywała nieustępliwa i prędzej przejdzie trzy kilometry niosąc go na rękach i znosząc jego płacz, niż ugnie się przed czymś, co wydawało się jej okrutnie nielogiczne. – Darcy, pokażesz Harry’emu coś, co byłby lepsze dla chłopca w jego wieku? – mówi do dziewczyny, kiedy pochyla się do syna i łapie go pod pachami, podnosząc na ręce z coraz większym trudem. Ten brudnymi butami przyciska się do pięknych, czerwonych spodni Sanderson i brudzi je bez litości. Moira wydaje się ignorować to… Na ten moment. – Nie sądziłam, że cię tu znajdę. Co za zbieg okoliczności. Gdzie się właściwie podziałaś? – dopytuje.
Znajomość nie jest długa – ale Sanderson pamięta młodą dziewczynę jako ambitną przyszłą uzdrowicielkę. Przyszłą-niedoszłą jak się okazało. Fakt ten trochę drażni magimedyczkę – stawia Lovegood w pozycji osoby nieambitnej albo niezdecydowanej. Wcześniej dopytywała o udział w jej zespole – teraz hodowała ropuchy w Szkocji. Coś chyba poszło… Wyraźnie nie tak.
Uspokojony nieco Harry prosi o to, by mógł zejść na ziemię, a Sanderson przyjmuje jego propozycję z otwartymi ramionami – męcząc się już z ciężarem jego rosnącego, dziecięcego ciałka. Gdy odbiega kilka kroków w przód, rozglądając się po hodowli, Moira patrzy na Darcy znacząco.
– Jeśli żadna nie jest odpowiednia dla dzieci, liczyłabym na to, że powiesz o tym szczerze – ton jest konkretny, ale nie surowy. Przecież nie chce by… Zachcianka dziecka przyczyniła się do jego szkody.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
howodczyni magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
8 godzin(y) temu
Doskonale pamiętała Moirę Sanderson z uniwersytetu. Bezwzględny autorytet, niesamowita figura na magimedycznej scenie, potężny umysł skryty pod burzą jasnych włosów, gościnne wykłady, w których miąższ Darcy ochoczo wbijała zęby, a przy tym surowe, ale sprawiedliwe podejście do studentów i ich postępów. Czarownica imponowała arsenałem dokonań, zmian, które dzięki jej zespołowi zachodziły w świecie czarodziejów, poprawiając komfort życia, dlatego będąc na studiach marzyła, by dołączyć do grona współpracowników magichirurg. Śmierć jej męża, doktora Adama Sandersona, przyjęła zaś z ogromnym poruszeniem. Ten człowiek swoim geniuszem mógł dosłownie zmienić bieg historii, tymczasem wypadek oddał wdowie prym nad wspólnymi badaniami. Radziła sobie świetnie, Darcy nadal śledziła poczynania kobiety, jednak chyba nikt nie mógł nie myśleć, że razem z Sandersonem parli jak burza przez teraźniejszość, forsując granice tego, co możliwe, i pokazując światu potencjał, jaki w nim drzemał.
Dlatego kiedy zobaczyła czarownicę na progu Ropuszego Triumwiratu, na moment poczuła ukłucie wstydu. Ubrana w ogrodniczki na flanelowej koszuli, z włosami splątanymi w niski kok i doglądająca hodowli, nie była już tamtą błyskotliwą uczennicą, marzącą o dostaniu się w szereg uzdrowicieli pod wodzą swojej idolki. Ale czy naprawdę miała się czego wstydzić? Praca z magiczną fauną wcale nie była prosta, nie każdy się do tego nadawał. Wymagała empatii, przenikliwości i wiedzy, i Darcy przypomniała sobie o tym, tłumiąc rumieńce drażniące policzki. Trudno, była, kim była, i nie zamierzała za to przepraszać.
- Purpurowe olbrzymie faktycznie są toksyczne - przytaknęła na pytanie Sanderson, spoglądając na chłopca w jej ramionach, który zapamiętale przyglądał się wszystkim stworzeniom w zasięgu wzroku. Gdyby nie to, jak potoczyło się jej małżeństwo, może dziś także byłaby matką. - Ale łatwo temu zaradzić. Wystarczy regularnie pozbywać się brodawek z toksycznymi gruczołami na ich plecach, żeby móc ich dotykać bez strachu o swoje zdrowie. Załatwi to każdy rozumny magiweterynarz, albo ja - zapewniła, przenosząc wzrok na jasnowłosą czarownicę. Elegancką, posągową, tak poukładaną, jak w czasach jej nauki na Evershire. Mimo to Darcy nie mogła pozbyć się natrętnej myśli, że dobór garderoby Sanderson był nieco... na wyrost. - Dobrze sprawdzają się jako obrońcy ogniska domowego. I lubią towarzystwo czarodziejów - uzupełniła ciszej, przeznaczywszy te słowa przede wszystkim dla uszu Moiry, na wypadek gdyby terytorialność ropuch miała okazać się dla niej atrakcyjna. - Wyszłam za mąż, pani profesor. Od tamtego czasu zajęłam się hodowlą razem z mężem i jego rodziną - wyjaśniła z lekkim uśmiechem, nie pozwalając sobie na kolejną falę wstydu, na iskierki wątpliwości zakradające się do duszy. Nie, nie chciała niczego ukrywać. Nie chciała się korzyć, rumienić, twierdzić, że to mógł być błąd. - Na Evershire wszystko po staremu? - zapytała, bo tłumienie ciekawości przychodziło trudniej, niż zgniatanie zakłopotania butem.
Kiwnęła potem głową na wyrażoną przez magichirurg nadzieję, przy okazji sięgając po różdżkę, by krótkim zaklęciem oczyścić szykowny kombinezon ze śladów błota skapującego z dziecięcych bucików. Młody Harry był przeuroczy, ciepły, radosny i energiczny, zupełnie jak jabłko, które od jabłoni opadło zbyt daleko. - Trójpalucha próchniczna ma bardzo miłe usposobienie. Jest mniejsza, łagodniejsza i uaktywnia się głównie wieczorami, przesypiając dnie. Dzieci dobrze rozwijają się z muzyką, prawda? - zapytała, prowadząc matkę i syna przez teren Triumwiratu. - A tak się składa, że trójpaluchy lubią naśladować melodie, których nauczą się od czarodziejów. Ich dźwięki przypominają śliczny ptasi trel. Lepiej jednak ich nie straszyć, bo wtedy mogą odwdzięczyć się wysypką i halucynacjami - przestrzegła lojalnie. - Za to smocze bardzo kochają swoich ludzi, likwidują szkodniki i lubią wylegiwać się w rozpalonych kominkach, ale mogą pogryźć i poparzyć, jeśli się im dokucza - streściła. Nigdy nie umiałaby zdecydować, który gatunek sama lubiła najbardziej, wszystkie były bowiem cudowne na swój sposób. - Zdradzę, że dla siebie wybrałam właśnie smoczą. A przy dobrze ułożonym i delikatnym wobec zwierząt dziecku każdy gatunek może być dobry. Więc dokąd najpierw, pani profesor?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:21 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.