Valeria Eleonora Carrow urodziła się w zimowy poranek 1937 roku, jako najmłodsza i jedyna córka w rodzie pełnym synów. Nie było dane jednak być jej po prostu dzieckiem. Każdy ruch był obserwowany, każde słowo analizowane, a matka - pochodząca z rodu Lestrange Drusilla - zdawała się znać wszystkie myśli swoich dzieci, co też zresztą często wykorzystywała. Chętnie zaglądała w umysły swoich dzieci, sądząc, że jako matka miała do tego największe prawo.
Wychowanie młodej Carrow było surowe i niemal rytualne: codzienne lekcje etyki, historii rodów błękitnej i czystej krwi, łaciny, francuskiego, klasycznego tańca i manier. Każda pomyłka spotykała się z ostrą korektą, a okazywanie emocji - szybko tłumione. Bowiem emocjonalność miała nieść za sobą ryzyko odsłonięcia się - a tego właśnie matka chciała uniknąć dla swych pociech.
Magia pojawiła się zupełnie naturalnie. Miała wtedy niecałe sześć lat. Pewnego popołudnia, kiedy jeden z braci droczył się z nią przy rodzinnym obiedzie, mała Valeria nie odezwała się ani słowem. Spojrzała na srebrną łyżkę w jego dłoni - a ta powoli, niemal niezauważalnie, zaczęła się wyginać. Był to pierwszy raz, kiedy obecna w niej magia się objawiła. Nikt jej nie gratulował. Nikt się nie cieszył. Nie znaczyło to oczywiście, że nikt tego nie zauważył - bo zauważył to każdy. Po prostu zostało to przyjęte z lodowatą obojętnością - dokładnie tak jak wszystko w tej rodzinie. Co to oznaczało dla Valerii? Stawała się czarownicą. Wiedziała, że od tej pory będzie obserwowana jeszcze bardziej.
W wieku jedenastu lat rozpoczęła naukę w Hogwarcie i trafiła do Slytherinu. Dom idealnie odpowiadał jej charakterowi: ambicja, strategia i subtelna manipulacja były tutaj wręcz pożądane, a ona sama została przyjęta w grono młodych studentów z otwartymi ramionami. Szybko nawiązała kontakty z dziećmi z najbardziej wpływowych rodów, choć ciężko mówić tutaj o przyjaźni czy prawdziwym przywiązaniu. Valeria zwyczajnie wiedziała, że powinna obracać się wśród elit i dokładnie to robiła. Zdawało się, że wiele osób ją w jakiś sposób ubóstwiało, ale ona nie miała złudzeń. Większość robiła to dlatego, że była arystokratką. To jednak nie znaczyło, że Valeria nie korzystała z okazji, manipulując i wkupując się w łaski osób, które uznawała za odpowiednie. Młoda Carrow od początku nie przepadała za defensywną sztuką magiczną. Jej tarcze czy magia lecznicza nigdy nie były na zbyt wysokim poziomie. Nienawidziła też transmutacji, którą uważała za zupełnie nudną i niepotrzebną. Valeria wyróżniała się natomiast w ofensywnych zaklęciach, eliksirach i pojedynkach, które często odbywały się w ogrodach rezydencji, czasem z braćmi jako sparingpartnerami - oczywiście wszystko pod czujmy wzrokiem guwernantki lub matki.
Jej brutalność, precyzja i zimna determinacja stawały się jej drugą naturą - zdawało się, że nie potrafiła funkcjonować inaczej.
Ojciec, dostrzegając w niej potencjał, odkąd ukończyła czwarty rok szkoły wprowadzał ją w Czarną magię. Nauka była wymagająca, brutalna w skutkach i pełna rygoru. Valeria uczyła się, jak jednym gestem lub zaklęciem wymusić posłuszeństwo, zadać ból, osiągnąć cel. Już w młodym wieku czerpała satysfakcję z doskonałości ofensywnych zaklęć i precyzji działania, a jej brutalność i determinacja rosły wraz z kolejnymi latami treningu. Już wtedy chciała więcej i więcej. Chciała poznawać własne limity i je przekraczać. Gdyby nie interwencja ojca, który czuwał nad jej magiczną edukacją - zapewne zginęłaby, ucząc się któregoś z zaklęć, które na tamten moment przewyższało jej umiejętności.
Po ukończeniu Hogwartu Valeria kontynuowała edukację na Evershire College of Arcane Arts, kierunek Lex Magica — Prawo i Administracja Magiczna. Tam pozwalała sobie na więcej, przesiadując w szkolnej bibliotece długie godziny, szukając wszelkich dostępnych informacji odnośnie magii ofensywnej. Chciała nauczyć się jak najwięcej zaklęć i ciągle szukała sposobu na zwiększanie swojego potencjału. Zaczęła także uczyć się o starożytnych ruinach i rytuałach - a jej pragnienie podróży stawało się jeszcze większe.
Po ukończeniu edukacji rozpoczęła pracę w Departamencie Współpracy Międzynarodowej Czarodziejów. Od dziecka fascynowały ją podróże, chciała poznawać nowe rodzaje magii, nowe zaklęcia i być może rytuały, które miałby pomóc jej i jej rodzinie.
Początkowo musiała jednak odbyć staż i wedle procedur zapewne na długie lata wylądowałaby potem za biurkiem, by wykonywać papierkową robotę. Jednak była Carrowem i tutaj konotacje rodzinne - a także pieniądze - odegrały kluczową rolę. Zamiast biurka, czekały ją wyjazdy, a głównym kierunkiem miała stać się Francja.
Podróże te miały nie tylko służyć składaniu raportów w Ministerstwie, czy własnemu rozwojowi, ale był także jeszcze jeden powód. Nieco bardziej rodzinny. Rodzina Carrow bowiem była nadal zwiazana z Grindelwaldem i jego ideologią. Zgodnie z założeniami Valeria miała szukać jego sojuszników - i jeśli będzie miała odrobiny szczęścia - być może także możliwości, by jego magia stała się jeszcze potężniejsza.
Podczas jednej z wizyt w Paryżu spotkała Vincenta, młodego Brytyjczyka z czystokrwistej rodziny. Był inteligentny, pełen pasji i subtelnie okrutny. Po raz pierwszy w życiu Valeria poczuła, że ktoś traktuje ją jak równą sobie. Była wystarczająca dokładnie taka jaka była. Spędzali długie godziny na rozmowach, spacerach i snuciu wspólnych planów.
Vincent także powoli wprowadzał ją w idee tajemniczego czarodzieja — wizję świata, w którym czystokrwiści czarodzieje mogliby przejąć władzę nad wszystkimi innymi. Nie ujawniał wszystkiego od razu; pozwalał Valerii decydować, ile chce poznać, dając jej poczucie wyboru i własnej autonomii. Fascynacja światem władzy i strategii natomiast rosła w niej równolegle z uczuciem do Vincenta. To on jest po raz pierwszy powiedział, że może ukrywać swoje myśli przed matką. Zaczął uczyć jej oklumencji, jednak przez większość czasu bezskutecznie. Valeria czuła frustrację, wynikającą z tego, że jej defensywna magia była tak bardzo nieukształtowana, jednak czuła także ogromną determinację, by jej myśli w końcu mogły należeć tylko do niej. Powoli zaczął ją także wprowadzać w świat magii bezróżdżkowej. Tutaj postępy okazały się o wiele szybsze i szybko nauczyła się rzucać podstawowe zaklęcia.
Kilka miesięcy spędzonych we Francji były dla Valerii czymś zupełnie innym niż do tej pory znała. Długie, ciemne i eleganckie suknie zmieniła na trochę krótsze, sięgające nieco za kolana. Nadal były widać, że pochodziła z arystokratycznej rodziny - Valeria nie mogła i nie miała zamiaru tego ukrywać. Uczucie, którym wraz z Vincetem się darzyli, sprawiało, że wspólnie stawali się jeszcze bardziej okrutni w swoich planach, a im ambicje rosły coraz bardziej. Valeria nawet wysłała do matki sowę, informując, że chciałaby uzyskać błogosławieństwo rodziny odnośnie ich związku.
Tragiczne wydarzenie zmieniło wszystko. Tego wieczora spacerowali nad Sekwaną, dyskutując o roli mugoli w społeczeństwie i zgadzając się oczywiście w tym, że powinna być jak najbardziej marginalna - a najlepiej u ich własnych stóp. Oczarowana sobą para nie zauważyła jednak na czas zbliżającego się zagrożenia. Nie zdążyli na czas zareagować i nim Valeria zdążyła zareagować - padł martwy na ziemię. Carrow była świadkiem jego agonii: jego oczy pełne prośby o pomoc, jego drżące ręce, które szukały jej dłoni. Każda sekunda była torturą; serce biło jej w piersi, a umysł krzyczał, by coś zrobić. Ale świat był okrutny, a moc, którą posiadała, nie wystarczała. Po raz pierwszy poczuła bezsilność. Po raz pierwszy w życiu zrozumiała, że nie może już nic zrobić.
Wstrząśnięta tym doświadczeniem, Valeria przekształciła ból w lodowatą determinację. Uczucie, które ją napędzało, przemieniła w precyzyjną kalkulację: uczucia to luksus, który może kosztować życie, a prawdziwa siła wymaga panowania nad sobą i sytuacją. Co za ironia. Valeria musiała przyznać, że matka miała rację.
Po powrocie do domu musiała zmierzyć się z oczekiwaniami rodzinnymi oraz małymi zmianami, które już w niej zachodziły.
Carrowowie pozostawali lojalni wobec Grindelwalda — dla Valerii jego upadła już ideologia była czymś co znała, ale w żadnym wypadku jej to nie inspirowało. Jego wizja wydawała się już być tylko wizją. Niczym więcej. A ona? Ona chciała prawdziwego działania.
Fascynacja ideami tajemniczego czarodzieja, które przekazał jej Vincent, jawiła się jako szansa na realną zmianę. Na świat, gdzie mogłaby z kimś, kto naprawdę potrafił wprowadzić swój plan.
Teraz Valeria ma 25 lat. Jest młoda i złamana. Utracona miłość sprawiła, że stała się jeszcze bardziej lodowata i chociaż sama nie chce tego przyznać, zaczęła jeszcze bardziej przypominać swoją matkę. Nauczyła się jednak przed rodzicielką ukryć największą ze swoich dotychczasowych rozterek - czy powinna pozostać wierna przekonaniom rodzinnym, czy powinna poszukać informacji o tajemniczym, młodym czarodzieju, którego wizja tak bardzo ją zafascynowała?
drzewko

