• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Reading, Rezydencja Scamanderów > Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-02-2026, 22:11

Salon
Przytulne pomieszczenie, którego ściany w większość zastawiają regały z książkami. Stolik kawowy przysunięto do sporej wielkości skórzanej kanapy. Ciepłe światło sączy się z magicznych lamp, które zasilają świecące kamienie. Kominek zastawiony jest parawanem i wyglada na nieużywany od lat.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
10-02-2026, 11:31
10 maja 1962 r.

Malownicze Reading przycupnięte nad Tamizą znajdowało się około godziny drogi koleją z centrum Londynu. Miasteczko samo w sobie było urocze, osiemnasto i dziewiętnastowieczne zabudowania tworzyły otoczenie, które mogło dawać wrażenie zatrzymanego w czasie. Schludne ulice i brak tłoku był zdecydowanie kontrastowy w porównaniu do Londyńskiego centrum. Do domu Scamandera droga nie była trudna, wiodła z dworca wzdłuż parku i kierowała się w kierunku widocznych z miasteczka jezior. W podróży na pewno pomocna była obecność samego gospodarza, który zjawił się na dworcu, aby odebrać Moirę, a potem przejechali ten kawałek autobusem, który jechał w stronę Oksfordu.
Samo domostwo znajdowało się nad brzegiem jednego z jezior w otoczeniu parku przechodzącego w dziki las. Szum wiatru poruszał soczyście zielona szata zieleni, zapach wiosny, kwiecia i wody był odświeżający i tak bardzo inny od tego, który panował w Londynie, że można było doznać zawrotu głowy. Dom, nazywany hucznie Rezydencją Scamanderów był nieregularną bryłą zbudowaną z czerwonej cegły i pokrytą czarnym dachem. Po ścianach budynku wspinał się bluszcz okalając większość ich powierzchni, okna były duże by wpuścić do środka jak najwiecej światła. Ogrody wokół budynku wyglądały na odrobinę zdziczałe, chociaż nie odejmowało im to uroku sprawiając, że całość miała bardzo melancholijny i romantyczny odbiór.
Dom wewnątrz nie do końca wyglądał zwyczajnie, jak to wśród czarodziejów bywało. Widać było, że przechodził z pokolenia na pokolenie i mial już swoje lata, a aktualny gospodarz wydawał się bardzo pasować do tego miejsca. Ilość książek znajdująca się we wnętrzu z powodzeniem wystarczyłaby na wybudowanie drugiego domu, gdyby używać ich jako cegły. Mocny związek z historią i lingwistyką również był widoczny, ilość literatury historycznej oraz słowników przeważała. Samej magii nie było tutaj przesadnie dużo, urządzenia w kuchni same nie pracowały w tej chwili, nie było tez tutaj wielu magicznych przedmiotów i wiele wskazywało na samodzielność Gethena. W całym domu przy oknach wisiały ciężkie zasłony, które zapewne były zasuwane, kiedy atakowała go migrena.
Scamander wyglądał na odrobinę zestresowanego, lecz to było normą, kiedy miał gości i to takich, którzy przyjeżdżali do niego pierwszy raz. Zaprosił Moirę do salonu, przeprosił ją na chwilę by przygotować poczęstunek i wrócił lewitując przed soba tacę z herbatą, talerzykami, łyżeczkami i słodkim poczęstunkiem. Jego różdżka wyglądała podobnie jak w zamku, skrzat się jak złote pióro w jego dłoni.
- Mam nadzieję, że droga nie była męcząca. Studenci potrafią być czasami utrapieniem, kiedy są głośno. - Gethen wskazał różdżką na stolik, gdzie z tacy spłynęły wszystkie elementy na niej ustawione, potem odfrunęła w stronę kuchni. Następnie bez magii już zabrał się za rozlewanie herbaty. W skupieniu rozlewał napar do filiżanek, a w powietrzu czuć było intensywny zapach herbaty i owoców. W kuchni Scamandera można było zauważyć, że ma on zamiłowanie do herbat i bardzo dba o sposób parzenia i podania w zależności od rodzaju serwowanej herbaty.
Podał filiżankę Moirze spoglądając na nią z zaciekawieniem, od momentu, kiedy ją zaprosił, intrygowało go, jak zareaguje na to miejsce i jak bardzo stwierdzi, że jest lekkomyślny, ze faktycznie mieszka tutaj sam.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
13-02-2026, 12:38
To chyba najdłuższa podróż na jaką zdecydowała się w przeciągu ostatnich miesięcy. Do trzeciego przystanku swojej kolejowej przygody nie była właściwie pewna czy jest w stanie usiedzieć tak długo w jednym miejscu – co chwilę oglądając się po ludziach, którzy pozostawali dużo skutecznie zatraceni w swoich sprawach.
Ostatecznie i ona zdecydowała się na wyjęcie z torby teczki ze sprawozdaniami, ostatecznie i ona zdołała spisać listy niezbędnych do pracy zamówień. Ostatecznie odnalazła się w roli podróżniczki, znalazła odpowiednią koncentrację na wypełnianych pobocznie obowiązkach i ostatecznie niemal ominęła odpowiednią stację. Gdy opuściła wagon w pośpiechu, ganiąc konduktora za zbyt szybkie zamykanie drzwi wyjściowych i zbyt ciche odczytanie nazwy stacji (ten nie zrobił nic źle, ale zestresowała się…), wiosenny wiatr niemal zwiał jej z głowy kapelusz.
– Południowy wiatr – ciepły – powiedział uśmiechający się do niej emeryt siedzący na stacji, a mijany w momencie, w którym wreszcie wyznaczyła swoim krokom odpowiedni cel. Cieszy się, że Scamander był już na miejscu. Mógł posiadać jej sympatię, jednak nawet ona nie wyleczy poczucia marnowania własnego czasu. Chyba uzależniła się już od funkcjonowania w niedoczasie. Chyba podróż pociągiem, a potem autobusem… I tak była sporym gestem i objawem wyjścia poza własną strefę komfortu.
Dom Gethena był miłym miejscem, a znając już rąbek jego usposobienia, mogła zrozumieć czemu był w stanie znosić niedogodności płynące z odleglejszej lokalizacji. Chyba rozumie, że człowiek taki jak on – brodzący w meandrach przeszłości – nie opuścił miejsca niosącego w sobie odpowiednią porcję rodzinnej historii. Dom nie był wyposażony w wiele magicznych udogodnień, ale nie budziło to jej zdziwienia – Sanderson zna w końcu jego przypadłości.
Gdy Scamander stresuje się i pojawia się na miejscu z poczęstunkiem – Sanderson bez oporów zajmuje miejsce na kanapie. Dopiero podnosząc spojrzenie na jego nieco zatroskaną twarz (zauważała już schematy jego mimiki, a katalog składał się głównie ze speszenia i niepokojów – kolekcjonowanych w czterech ścianach świętego Munga), marszczy brwi i prostuje się na siedzisku. Czy zrobiła coś nie tak? A może dziś nie było jednak dobrym dniem na spotkanie?
– Pracuję w szpitalu, Gethenie, przywykłam do gwaru – odpowiada, w pokrętny sposób nakazując mu zachowanie troski o jej dobrobyt na inny moment. – Ale droga była męcząca, nie będę mydlić ci oczu. Nie myślałeś może nad połączeniem kominka do sieci? Sam nie skorzystasz, ale inni… – to propozycja rozwiązania czy malkontenctwo? A może i jedno, i drugie? – Rozumiem jednak, jeżeli twój dom jest twoim bastionem i wolisz kiedy gość musi zawalczyć i okazać się determinacją w zdobywaniu go – kokietuje, sięgając po filiżankę i stawiając ją na kolanie. Ciepłe denko styka się z materiałem spodni, a Sanderson przez chwilę wpatruje się w półprzezroczystą ciecz o urzekająco przyjemnym zapachu.
– Pokażesz mi później resztę domu? – nie opanowuje dociekliwości. Angielskie budownictwo często cuchnęło wilgocią i pleśnią. Sama mieszkała w budynku dość nowym – w dzielnicy dość młodej i drogiej. Zakładała, że jej mieszkanie, chociaż pewnie ponad dwa razy mniejsze – musiało być warte podobną kwotę. – Mogę pochwalić go już teraz, jesteś dobrym panem domu i poczułam się zaopiekowana, ale skoro reklamowałeś go ogrodami… Chyba też je pokażesz, prawda? – dobiera słowa tak, by być może go ośmielić. Nie wierzy jednak, że próbuje uzyskać ten efekt… W czyimś domu. – Chyba sama też powinnam kiedyś przenieść się w bardziej… Zielone miejsce. Albo chociaż na parter z ogrodem. Nie wiem kto by o niego dbał, ale pewnie poradziłabym sobie z tym kosztem. Jakoś – wyrosła już ze spodni zwanych biedą. Teraz większość czynności dało się kupić, nie wykonać. – Ostatnio skończyłam w mieszkaniu z kilkoma ropuchami. To nie przenośnia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
13-02-2026, 18:49
Kilkanaście lat skutecznie nauczyło Scamandera cierpliwości, poza tym wykorzystywał czas w pociągu na lekturę i nie miał poczucia zmarnowanego czasu. Czasami bywało głośno, znosił to skupiając się tym bardziej na książce, czasami obserwował obraz przemykający za oknem, obserwując jak miejskie zabudowania ustępują powoli sielskim widokom. Czasami jak męczyła go migrena, wtedy każdy szmer pociągu bywał okrutnie głośny i rezonował z każdym skrzyknięciem, puknięciem i słowem wypowiedzianym w otoczeniu. Przywykł do tego, wiedząc że za dużo ryzykuje, jeśli miałby używać kominka albo odkurzyć zdolności teleportacyjne.
Pojawił się na dworcu kilka minut przed czasem, z niecierpliwością spoglądając w kierunku, skąd mial nadjechać pociąg. Już dawno nie czuł takiej ekscytacji, chyba ostatni raz, jak ktoś ze znajomych pierwszy raz mial go tutaj odwiedzić. A było to już lata temu. Było to miłe uczucie, oczekiwać gościa i posiadać perspektywę wspólne spędzonego czasu. Moira zaprzątała coraz częściej myśli Scamandera, od kolacji na początku kwietnia na jej myśl pojawiało się ciepło umiejscowione na wysokości serca, które zaczynało szybciej bić. Nie zwracał na to większej uwagi, nie było to przecież niepokojące, ale może powinien przejść się na badania rutynowe, przecież już nie był wcale taki młody.
Dotarli do domostwa bez przeszkód i Moira mogla w końcu odpocząć po podróży. Potem mial plan zaprosić ją na spacer po ogrodach. Kiedy wchodzi do salonu, Moira unosi się na kanapie i spogląda na niego czujnie. Scamander uniósł lekko brew łapiąc z nią kontakt wzrokowy, nie wyglądał na zagniewanego, ot typowy gospodarski stres, kiedy pojawiał się gość. A tych gości Gethen nie mial wielu, a jeśli już tutaj ktoś przyjedzał, to traktował to miejsce jakby był u siebie.
- To prawda, tam rzeczywiście bywa gwarno. - Uśmiechnął się z rozbawieniem z własnego gapiostwa.
- Przykro mi, mam nadzieje, że wizyta tutaj wynagrodzi ci ten trud. - Wspomnienie, że droga była męcząca odrobine jednak spłyca ten uśmiech i Gethen zaciska usta w cienką linię. Fakt, dostać się tutaj to była jednak wyprawa, może nie długa, ale jak ktoś nie przebył wcześniej tej trasy, no to mógł mieć problem. Wspomnienie o kominku sprawiło, że Scamander spojrzał w stronę dawno temu wygaszonego paleniska. Poczuł lekki dreszcz, kiedy wyobraźnia podpowiedziała umysłowi obraz płomieni i odwrócił prędko wzrok od tego miejsca. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz korzystał z kominka, chyba jeszcze za czasów dzieciństwa, jak jego ojciec żył. Potem magiczne płomienie bardzo go odstręczały od tej formy podróży i migrena dokładała swoje. W domu od lat nie palił ognia, nie robił tego ze względu na fobię, wiedząc, że spowodowałoby to więcej szkód. Podłączenie pod sieć kominka w salonie nie miało racji bytu, stres zapewne by go zadręczył i widok języków ognia, nawet jeśli magicznych mógłby bardzo uprzykrzyć mu życie. Przez chwile rozważał propozycję Moiry i kiwnął głową, zgadzając się z nią. Po chwili Moira dodała żartobliwym tonem kilka słów, porównując jego dom do bastionu. To na pewno rozluźniło spięte mięśnie twarzy Scamandera i tez pokręcił głową.
- Jestem odludkiem, to fakt, ale jednak to mile uczucie, kiedy ktoś mnie odwiedza. Poza tym, nie tylko salon ma faktyczny kominek, jest kilka pokoi, które by się do tego nadawały. - Zamyślił się przenosząc spojrzenie na Morię. Nie musiał się chwalić wielu osobom, że jego dom stałby się bardziej skomunikowany z magicznym światem. Dla Gethena wystarczyłoby, aby dosłownie dwie - trzy osoby o tym wiedziały.  - To faktycznie dobry pomysł. Zwłaszcza, jeśli dzięki temu chętniej i częściej byś była moim gościem. - Zatrzymał na niej spojrzenie, nie będąc pewnym, jak zareaguje na jego słowa. W jego myślach pojawiło się to pragnienie, by spędzać więcej czasu w towarzystwie Moiry.
Pytanie o pokaz reszty domu sprawił, że Scamander z chęcią pokiwał głową. Pasował do tego miejsca, był tutaj zdecydowanie swobodniejszy i spokojniejszy. A obecność gościa już coraz mniej go stresowała.
- Oczywiście. Jest tutaj pare ciekawych miejsc, chociaż sam korzystam tylko z kilku pokoi. - Scamander nie zmieniał wielu rzeczy w domu od kiedy został tutaj sam. A pracownia ojca stala nienaruszona od ponad dwudziestu lat, biblioteka matki również była jak kapsuła czasu, chociaż tam Gethen zaglądał częściej, przeglądając i pielęgnując ulubione zbiory, w których zaczytywała się jego matka.
- Ogrody rozbudzają się z zimowego snu, kwiaty piękne kwitną, kasztany się zabieliły, magnolie są w tym roku bardzo efektowne. Na pewno nie mógłbym sobie wybaczyć, gdybym nie pokazał ci tego miejsca. - Pochwała jego umiejętności jako gospodarz na pewno była miłym komplementem, Scamander starał się jak potrafił, by Moira dobrze czuła się w tym miejscu. - Proponuje wypić herbatę i możemy ruszyć na zwiedzanie, co ty na to? - Uśmiechnął się zachęcony.
- Zawsze można wynająć ogrodnika, myślałem o tym pare razy. Ale przyciąć trawnik to nie jest wielki wysiłek od czasu do czasu i porzuciłem ten pomysł. Podoba mi się, że ogród żyje własnym życiem. Czasami tylko muszę cos przyciąć albo posprzątać liście i opadłe gałęzie. Przy mojej pracy i hobby raczej nie powinienem unikać odrobiny ruchu. - Scamander nie był zbyt majętny, aby zatrudniać kogoś do ogrodu. Proste zajęcia wykonywał sam, chociaż ekspertem w tym był żadnym.
- Ropuchami? - Zdziwienie sprawiło, że na czole Scamandera pojawiły się zmarszczki a spontaniczny uśmiech zadomowił się na jego twarzy. - Co cie podkusiło? Czy ktoś ci je podrzucił? - Zaintrygowany dopytywał podejmując temat ropuch.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
17-02-2026, 11:38
Rzadko decydowała się na towarzyskie wizyty w cudzych domach wyłącznie dla przyjemności – nie miała wielu prawdziwych przyjaciół, raczej ludzi o wspólnych interesach czy wspólnej historii. Obracała się wśród czarodziei bez przerwy, nie mogła narzekać na nudę czy samotność, ale nawet pomimo braku skrępowania – siedzenie na kanapie i picie herbaty z osobą, z którą nie łączyły ją żadne zawodowe relacje (o ile oczywiście pominąć relację pacjent-uzdrowiciel), było czymś nietypowym w miesięcznej skali. Prawda była taka, że była Gethena po ludzku ciekawa. Nie przyjęłaby zaproszenia od każdego – szczególnie, jeżeli zaproszenie wiązałby się z koniecznością podróży tak długiej, niewspieranej odpowiednimi rodzajami magii.
Nie umie zrozumieć co nie tak jest z jego kominkiem – nie umie też zauważyć, że temat budzi w nim niechęć. Rozumie jednak możliwe dziwactwa – jej mąż, pewien czas po wojnie, też wzbraniał się przed podłączaniem kominka do sieci, bojąc się (może słusznie), że po możliwym powiązaniu ich działalności z frakcją Grindelwalda – ktoś zgarnie ich z własnego domu. Sanderson była wtedy bardzo młoda – dopiero po studiach, dopiero po ślubie – była gotowa umierać za ideały i nie bała się konfrontacji. Wiele lat starszy mężczyzna miał do stracenia dużo więcej.
– Z tym kominkiem jest coś nie tak? – docieka, kiedy wspomina o “innych pokojach”. To niedelikatne pytanie, a ona nawet o tym nie wie. Podnosi filiżankę do ust, byle powąchać podany jej napar – dochodzi do wniosku, że płyn jest jeszcze zbyt ciepły. Przyzwyczaiła się do zapominania o herbacie na pół dnia, a potem wypijania ich w temperaturze zdecydowanie zbyt niskiej.
Nieznacznie mruży oczy na wyrażoną otwarcie chęć częstszych spotkań. Byłaby ślepa, gdyby tego nie zauważyła – nie wiedziała jak dużo było w tym czystej sympatii, a jak wiele możliwej kalkulacji o tym, że warto ją znać (pulchne to ego…) – jednak pytanie o szczere intencje spotkało się ostatnio z niezrozumieniem. Musiała się więc domyślać.
– Jesteś pełnym pasji i zainteresowań człowiekiem, Gethenie. Są na tyle różne od mojej ekspertyzy, bym słuchając o nich wciąż się rozwijała. Nie wiem więc czemu miałabym żałować sobie twojego towarzystwa, kiedy tylko ułatwisz dostęp do… – dłonią zatacza małe koło. Ma na myśli… Dostęp do tego wszystkiego. Tłumaczy przy okazji z pełną racjonalnością, bo argumenty te trafiały do niej. Pewnie po tylu latach podobnego myślenia, łatwo było kłamać, że równie chętnie spędzałaby czas z podobnym specjalistą, którego nie darzy nawet cieniem sympatii.
Gdy opowiada o swoim ogrodzie – Sanderson uśmiecha się jedynie uprzejmie. Skoro umiał dbać o niego na własną rękę – mogła uznać to tylko za zaletę, jednak nie coś, co wzbudziło jej przesadne zdziwienie. Był samotny – był więc samodzielny, nawet pomimo choroby. Ona sama samodzielna nie była – od lat korzystała z pomocy niani do dziecka. Ale może było to też kwestią charakteru jej pracy. Charakteru jej dwóch prac.
– Masz rację, czasami warto rozruszać stawy… Zażywasz jeszcze jakichś aktywności? Pływanie, na przykład? Angażuje wiele partii mięśni… – odnosi się do trybu pracy chyba… Każdego z nich, ale pewnie bardziej do niego – tkwiącego w Ministerstwie. Sanderson miała wrażenie, że sama znajduje się w niekończącym się ruchu – przyłapując się na spostrzeżeniu, jakoby to dopiero przy obiedzie siadała pierwszy raz dzisiejszego dnia. – Albo taniec. Skoro masz taki dobry słuch, na pewno musisz świetnie tańczyć – ona nie, ale nawet pomimo braku szczególnych umiejętności – wciąż to lubiła, kiedy tylko pojawiała się ku temu okazja. – A ropuchy… Cóż. Gethenie, umiałbyś odmówić dziecku? Ropuchy wymagają mniej uwagi niż kociak. Albo szczeniaczek – bada teren.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
18-02-2026, 10:50
Moira wyglądała na kogoś, kto stąpa stabilnie na niewzruszonym gruncie rzeczywistości, jej działania miały cel a decyzje podparte były faktami i oczekiwaniami. Scamander widział w niej osobę zdecydowana i nie lubiąca marnować czasu na bzdury, która wykorzystywała swój czas maksymalnie wyciskając sto procent możliwości. Z nim było inaczej, on nie trwonił co prawda czasu na bezproduktywne lenienie się, ale zakres jego badan był diametralnie inny. Ślęczał nad książkami w samotności, rozczytywał zapiski w różnych językach i wyciągał z nich kwintesencję treści, pogłębiał wiedze historyczną a przy tym tworzył umagicznione przedmioty. I ta różnorodność w ich osobowościach musiała właśnie zadziałać, sprawiając że zaintrygowali się sobą nawzajem.
Zaproszenie do Reading było spontaniczne ze strony Gethena i jak nie lubił za bardzo tutaj zapraszać za wiele osób, tak Moira bardzo szybko stała się osobą, którą chciał wprowadzić do swojego specyficznego życia. Otwierał się przed nią i znajdował przyjemność w rozmowach i obecności, tak po prostu.
Scamander doceniał, że doktor Sanderson znalazła dla niego czas i chęci, by przyjechać taki kawał z centrum Londynu. Tutaj był bardziej sobą, odrobine swobodniejszy i naturalny w tym specyficznym otoczeniu starego domu. Chociaż obecność gościa sprawiała, że rzeczywiście starał się zapewnić Moirze wygodny i miły pobyt.
Temat kominka prędzej czy później mógłby się napatoczyć, a reakcje Gethena na samo wyobrażenie płonącego paleniska wprawiały go w ten dziwny stan, w którym szpony strachu obraziły go jak stado mrówek. Scamander nie mial paranoicznych myśli odnośnie intruzów, a raczej sama wizja płomieni, nawet magicznych sprawiała, że czuł się nieswojo.
Pytanie Moiry jest proste i uderzające wprost w cel. Gethen powoli przywykał do tego, że nie owijała w bawełnę i po prostu pytała wprost. Scamander odstawił kubek na stolik, wiedząc że sama myśl o ogniu może sprawić, że ręce mu zadrżą i wyleje napar na podłogę. Uniósł dłoń do karku, dotykając blizny i potem oparł łokcie na kolanach starając się nie odwracać wzroku od Moiry.
- Wszystko z nim w porządku, Moiro. - Odparł lekko kręcąc głową. - Ale nie był używany od bardzo dawna, żaden kominek w tym domu. - Brzmiał odrobine zagadkowo, ale on po porostu zbierał odwagę na mówienie o swoim problemie. Moira mogla zauważyć, że w domostwie Scamandera nie ma żadnych świec, ani lampek oliwnych, a w kuchni palenisko wyglądało na nieużywane od lat. Wodę na herbatę Gethen podgrzał z pomocą magii. - Bo problem jest we mnie, a raczej tutaj. - Stuknął palcem w skroń. - Panicznie boje się ognia, nieważne czy to iskra, płomyk zapałki, czy palenisko w kominku. - Przez chwile spoglądał na kobietę, by potem przenieść wzrok na kubek herbaty. Sięgnął do niego dłonią i upił solidny łyk, jakby sama myśl o płomieniach sprawiła, że zrobiło mu się sucho w ustach.
- Z chęcią ułatwię komunikację. - Uśmiechnął się słysząc jej słowa na swój temat. Było to miłe, Scamander wydawał się nabrać odrobine więcej pewności siebie. - Będzie nam łatwiej.... - Co łatwiej? Zacieśniać znajomość? Spędzać razem czas? Te słowa rodziły się w umyśle historyka, który do końca nie rozumiał emocji, jakie rodziły się w jego umyśle od pewnego czasu. - Chociażby działać z tłumaczeniami. Mam nadzieje, że to co ostatnio ci wysłałem spełniło twoje oczekiwania.
Trudno było porównywać ogród do rodzicielstwa, chociaż z jednym i drugim mogło być w huk roboty, to jednak dla Scamandera kwestia ojcostwa była tematem wręcz niemożliwym do wyobrażenia. Nigdy nie myślał o tym, czy chciałby zakładać rodzinę, raczej sięgając do racjonalnych myśli, że jest zbyt obciążony przez geny rodziny i wolałby nie przekazywać tego dalej. Pogodził się z tym już dawno temu, ale tez nie przyszło mu nigdy spotkać kogoś, kto by sprawił, że jego serce mocniej zabiło. Aż do niedawna, chociaż nie był to moment, ani spojrzenie a raczej proces, w którym coraz bardziej go ciągnęło w kierunku Moiry.
- Pływanie? Czasami, dla rozluźnienia ale nigdy wyczynowo. Migrena nie pozwala mi na uprawianie sportów. - Wiedział, że siedzący tryb życia jest zgubny dla jego ciała, a zwłaszcza dla kręgosłupa, który od czasu do czasu zaczynał dawać mu się we znaki. Szczupła budowa ciała na pewno wpływała pozytywnie na to, że nie cierpiał bardziej na żadne schorzenia. W przeciwieństwie do Moiry, Gethen łapał się często na tym, że potrafił większość dnia spędzić w bezruchu, kiedy jego myśli za bardzo odpływały od rzeczywistości i kiedy mózg pracował na najwyższych obrotach, mięśnie zapominały o ruchu.
- Nie nazwałbym tego świetnie, ale znam podstawy. Ale rzadko tańczę, trudno tutaj o partnerkę. - Uśmiechnął się z rozbawieniem, na myśl ze miałby sam tańczyć. Bo na imprezy raczej nie chodził, było tam po prostu za głośno. - Skupiam się raczej na grze na fortepianie. Może chciałabyś posłuchać? - Zagadnął nieśmiało, raz juz jej wspomniał o swoich umiejętnościach i pewny był, że skoro już zaprosił Moirę tutaj, to wypadałoby się pochwalić grą.
Temat powoli przechodził w kierunku całkiem odmiennym, który ujawniał pewne szczegóły na temat Moiry. Bo sama wieść o ropuchach była dość zaskakująca, a teraz wspomnienie o dziecku sprawiło, że Scamander lekko zmarszczył brwi spoglądając na panią doktor z zaciekawieniem.
- To prawda, trudno w takiej sytuacji odmówić. - Zgodził się przypominając sobie dzieci kuzynostwa, które czasem osiadały go w salonie u Nottów żądając od wuja barwnych historii z efektami magicznych iluzji. - Nie chciałbym być wścibski, ale może opowiesz trochę więcej o nim, niej? Nie chciałbym szarpać za przykre wspomnienia, pamietam artykuł o śmierci doktora Sandersona, to był twój mąż prawda? - Scamander starał się być delikatny w swoich słowach, chociaż trudno było mu kluczyć miedzy trudnymi tematami tak, by nie przywołać złych wspomnień. - Oczywiście, jeśli nie chcesz o tym mówić, po prostu chodźmy się przejść. - Dodał otwierając Moirze furtkę, jasno dając jej znać, że szanuje jej wybór.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
2 godzin(y) temu
Poznała wielu czarodziei z awersją do ognia – głównie tych, którzy w wieku dziecięcym zmierzyć musieli się z gorącymi przejawami magii dziecięcej – toteż uniosła brwi jedynie w krótkim geście. Nie zdziwienia, a zrozumienia; nie miała zamiaru drążyć tego uciążliwie, a prędzej układać w głowie scenariusze, które zweryfikuje przecież w swoim czasie. Bo i teraz weryfikowała swoje spostrzeżenia; właściwie już wcześniej zauważyła blizny na karku pacjenta, właściwie poświęciła im może kilka momentów uwagi, jednak nigdy głośno – nigdy natarczywie. To z pewnością dawny uraz, wyglądający jak dawne poparzenia – były na tyle płaskie, by wydawały się stare, rozciągnięte, może dziecięce – były w na tyle niestandardowym miejscu, by nie wydawały się nieumyślnym dziełem własnych rąk.
Doceniała, że nie uciekł wzrokiem, przyznając się do problemu natury mentalnej. Kąciki ust drgają jednak dopiero wtedy gdy nieco zestresowany rozmówca opuszcza wzrok na własną filiżankę.
W automatycznym geście poprawia włosy i lekko nachylając się nad kanapą w kierunku historyka, wysławia się tylko spokojnym tonem.
– Osób takich jak ty jest wiele – co nie znaczy, że właściwie będzie mu pobłażać. Lęk Scamandera mógł być szczerze uzasadniony, mógł być ugruntowany prawdziwie traumatycznym wspomnieniem, ale nawet jeśli, obecnie przecież tego nie wiedziała. Wiedziała jednak, że ze względu na jego chorobę, była gotowa szybciej wybaczyć jego delikatność i niechęć do mierzenia się ze stresogennym czynnikiem. – Ale kontakt z kontrolowanym, magicznym ogniem może pozwolić ci oswoić lęk. Chyba nie myślisz, że uda ci się przez całe życie unikać czegoś tak… – nie kończy, ale chyba nie musi – czegoś tak naturalnego, codziennego, pierwotnego. – Nie wróżę ci kariery połykacza, ale chciałabym móc zobaczyć, jak zdmuchujesz świeczkę na własnym torcie – uśmiecha się przebiegle, bo przecież gładko przechodzą do tematu ułatwionej komunikacji. Nie upiecze mu tortu, ale gdyby to zrobiła – na pewno nie chciałaby wieźć go pociągiem do Reading.
Pomoc z tłumaczeniami. Prawie zapomniała, że pomógł jej z tłumaczeniem woluminu, który nie okazał się użyteczny na obecnym etapie prac zespołu. Nie dowiedziałaby się tego jednak nigdy, gdyby ktoś nie pomógłby jej w przełknięciu francuskiej formy. Z pewnością wykorzysta jego wiedzę jeszcze nie raz.
– Tłumaczenie tak, tłumaczone dzieło nie. Musiałeś czytać je w trakcie, niemożliwym jest chyba tego uniknąć. Grafomański bełkot, współczuję szczerze – mam wrażenie, że dwieście stron mogło zostać skrócone do stron pięćdziesięciu, nie tracąc wiele na jakości – śmieje się szczerze. Konkurowanie i krytyka zagranicznych naukowców to chyba… To chyba chleb powszedni.
Kiwa głową, kiedy wydaje się nie przepadać za pływaniem, kiwa też głową, kiedy wydaje się nie lubić tańca – powstrzymuje się przed tym, by pokręcić głową nad jego fizycznym losem – był jednak historykiem z naukową smykałką, czego właściwie się spodziewała? Sama nie była przecież atletką.
Kiwa głową również wtedy, kiedy proponuje się jej lokalny koncert. Nie odmówi mu, nawet jeżeli gryzie się w język, próbując nie dopytać z kim właściwie zatańczy, kiedy on zajęty będzie graniem. Potrzebuje pewnie jeszcze kilku godzin, może kilku spotkań, by poczuć się w jego domu na tyle swobodnie, by z namaszczeniem próbować wprowadzić go w zakłopotanie. Albo by podejmować próby ustawiania wszystkiego na własne dyktando. A może robi to już, podświadomie? Jakże ciężkie bywało życie kierowniczki…
– Tak, mój mąż – stwierdza od razu. – Nie, nie przejmuj się, to nie jest nieprzyjemny temat – mówi od razu. Był nieprzyjemny tylko momentami – tylko kiedy zastanawiała się co w tej sytuacji zrobiłby Adam, a kiedy nie mogła go o to zapytać. Bez niego jej rozwój nie stanął jednak w miejscu, a i pozbyła się wrażenia ginięcia w jego cieniu – tak obecnego w ostatnich latach jego życia. Był nieprzyjemny, kiedy wspominała pozycję jego ciała na sali sekcyjnej. – Spędziłam z moim mężem wiele pięknych, pełnych wspólnej pracy lat. Jego temat nigdy nie jest dla mnie nieprzyjemnym tematem – mam do tamtego czasu ogromny sentyment, nawet jeżeli na dobre pogodziłam się już z jego odejściem – nawet jeżeli czasami wciąż widziała pod powiekami jego twarz – w momentach losowej tęsknoty, elementu nie do uniknięcia w przypadku relacji tak ścisłej – jednocześnie prywatnej i zawodowej, trwającej przecież kilkanaście lat. – Ma na imię Henry. Harry. Ma niemal trzy lata i właściwie nigdy nie poznał ojca. Jest przerażająco bystry jak na swoje lata i odkrył w sobie miłość do magicznych stworzeń – mówi z nieco pobłażliwym uśmiechem. Zapytana o dziecko dwa lata temu, pewnie zbyłaby temat – odcięła się od niego i uznała za nieistotny. Harry stawał się jednak… Obiektem do zniesienia w domowej i życiowej przestrzeni. Nawet bez większych starań potrafił zmiękczyć ją skuteczniej niż inni. – A raczej zmusił nianię do nauki opieki nad magicznymi ropuchami. I tak wolę by nie pchał im palców do paszczy, więc może to lepiej, że sam nie rwie się do skrupulatnej troski.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 22-02-2026, 00:30 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.