

- Odpowiedz na posta

I.
— najedź, by rozwinąć pergamin —
Corfe Castle, 7 maja 1962r.
Drogi George'u
Twój list nie jest ani zbyt bezpośredni, ani niepożądany - wręcz przeciwnie, jego obecność okazała się w tych dniach zaskakująco kojąca. Cisza, o której wspominasz, nie była zamierzona; przyznaję jednak, że ostatnie dni przyniosły mi więcej spraw wymagających namysłu, niż początkowo bym się spodziewała. Być może dlatego milczenie przyszło łatwiej niż słowa. Proszę jednak nie wyciągać z niego zbyt daleko idących wniosków - mam się dobrze.
Twoje odkrycie dotyczące purpury wywołało u mnie jednocześnie rozbawienie i uznanie. Historia potrafi być zadziwiająco bezceremonialna wobec własnych symboli - kolor przez wieki zarezerwowany dla cesarzy i monarchów okazuje się przecież dziełem całej armii nieszczęsnych ślimaków. Podejrzewam, że gdyby starożytni artyści przewidzieli, iż ich techniki będą kiedyś omawiane z takim entuzjazmem, niektórzy z nich poczuliby się całkiem usatysfakcjonowani. Skoro jesteśmy już przy kolorach - wiedziałeś, że w XIX wieku, kolor zielony, będący wtedy najmodniejszym, zawierał arsen? Suknie, tapety na ścianach i zabawki dla dzieci powoli zatruwały swoich użytkowników!
Propozycję wspólnej wizyty w galerii przyjmuję z przyjemnością. Jeśli rzeczywiście istnieje obraz, który sprowokował Cię do takich refleksji, chętnie go zobaczę - zwłaszcza jeśli zamierzasz ponownie wystawić na próbę moją skłonność do zbyt szczegółowych komentarzy. Obawiam się, że w tej kwestii nie potrafię obiecać poprawy.
Proszę również przekazać Barbarze i Peterowi moje serdeczne pozdrowienia. Cieszy mnie myśl, że o mnie pamiętają.
PS: Przyjmuję Twoją negocjację w sprawie książek, choć z pewnym wahaniem. Literatura fabularna bywa przyjemna, lecz obawiam się, że nie zapewnia tak satysfakcjonującego pola do sporów jak przypisy. Być może jednak zrobię dla Ciebie wyjątek.
Twoja
I.

- Odpowiedz na posta

I.
— najedź, by rozwinąć pergamin —
Corfe Castle, 8 maja 1962r.
Drogi George’u…
Twoja troska poruszyła mnie bardziej, niż umiem to wyrazić z właściwą lekkością. Jest coś niezwykle cennego w tym, że potrafisz pozostawić mi przestrzeń, a zarazem nie sprawić, bym poczuła się zapomniana. Myśl, że mogłabym stać się przyczyną Twojego niepokoju, jest mi prawdziwie przykra.
Przyjmuję Twoją propozycję i z przyjemnością spotkam się z Tobą siedemnastego maja. To data na tyle odległa, by wszystko, co domaga się jeszcze uporządkowania, zdążyło ucichnąć, a jednocześnie na tyle bliska, by oczekiwanie nie stało się zbyt ciężkie. Zarezerwuję więc dla Ciebie całe popołudnie. Przyznaję też, że sama myśl o tym spotkaniu ma w sobie coś osobliwie kojącego.
Twoje rozważania o zielonej farbie i arsenie były doprawdy osobliwe, lecz właśnie dlatego wywołały u mnie uśmiech. Podejrzewam, że większym zagrożeniem od samej farby bywa czasem Twoja wyobraźnia, która z zadziwiającą łatwością łączy rzeczy zupełnie od siebie odległe i czyni z nich tok myśli zrozumiały chyba tylko dla Ciebie. A jednak jest w tym coś, co trudno pomylić z kimkolwiek innym.
Jeżeli zaś chodzi o książkę - istotnie, została już przeze mnie ukończona, lecz nie obawiaj się, nie będę wymagała od Ciebie równie surowej dyscypliny. Nadal uważam ją za wartościową, ale gotowa jestem przyznać, że następna może być łaskawsza dla Twojej cierpliwości. Skoro zaś mam mieć udział w Twoich lekturach, wypadałoby zadbać o to, byś nie zaczął wspominać mnie wyłącznie w kontekście przypisów i nadmiernie rozbudowanych tytułów.
Będę pamiętać o Twoim oczekiwaniu. Są listy, na które odpowiada się z obowiązku i są takie, na które odpowiada się z większą uwagą, niż należałoby się przed sobą przyznawać. Twój należał do tej drugiej kategorii.
Tęskniąca za Tobą
I.

- Odpowiedz na posta
