20-01-2026, 00:55

Kuchnia
Państwo Morisson uwielbiali sztukę. Podzielali również obustronne umiłowanie do gromadzenia najróżniejszych staroci. W wolnym czasie, często odwiedzali pchle targi, poranne, miastowe stragany oraz prywatne wyprzedaże. W ich ręce trafiały ozdobne ramy olejnych obrazów przedstawiające malownicze krajobrazy, kwiaty, czy nieznane osobistości. Owleczone w grube, pozłacane ramy zajmowały honorowe miejsca w rozświetlonym domostwie. Niektóre z nich zdobiły górną półkę kuchni tuż nad roboczym blatem. Dolne półki zostały obstawione fikuśnymi puzderkami, rzeźbami, flakonikami, czajniczkami i ceramicznymi ozdobnikami. Pani Morisson przynosiła kolorowe lniane obrusy, tkane ręcznie bieżniki, wzorzyste zasłony przykrywające zadrapania i obdrapania mebli. Sprzęt był wysłużony, lecz działający. Duży stół stojący w centralnej części pomieszczenia mógł pomieścić około sześciu osób. Drewniana, ponadgryzana przez insekty podłoga skrzypiała pod naciskiem kroku. Wąskie okno dawało wątłą ilość światła, gdyż ulokowane od zachodu, wypuszczało słońce dopiero późnym popołudniem. Nad kuchenką zainstalowano miejsce na kiście świeżych ziół gotowych do ususzenia.

