• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 03.08.1958 - Ballada o karpiu z Colliford Lake
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Titus Harrison
Czarodzieje
In my dreams, I'm dying all the time
then I wake, it's kaleidoscopic mind
Wiek
36
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
05-01-2026, 11:54

Titus Harrison i Leonie Figg
późne lato - 1958 - Kornwalia
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Titus Harrison
Czarodzieje
In my dreams, I'm dying all the time
then I wake, it's kaleidoscopic mind
Wiek
36
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
05-01-2026, 11:57
Początek sierpnia pachniał wilgotnym od rosy wrzosem – tym subtelnym, mało wyczuwalnym zapachem, nieznośnie powiązanym z nieubłaganym końcem lata; brzmiał śpiewem ptaków, które w tym roku zdecydowały się na założenie rodziny właśnie tutaj, pośród kornwalijskich traw. Dla Titusa pachniał też zimnym wiatrem znad największego jeziora w tej okolicy, w odpowiedniej odległości od Doliny Godryka, z której wyruszyli o świcie na rodzinnej miotle.
Titus pozostawał podobno najlepszym lotnikiem z ich trójki, co przyprawia go o zimny pot na dłoniach i niepokój w głowie. Nigdy nie zlękł się na myśl o Taddy’m – zawsze czując w jego obecności przedziwne ojcowskie ciepło i bezpieczeństwo (uczucie porzucone dotychczas chyba w rodzinnej Szkocji). To obecność Leonie zaciągniętej tu przez ojca budziła w głowie Harrisona uciążliwe przeczucie. Chyba przez cały ten czas, cały ten dzień, który spędzili nad jeziorem w trójkę – Titus zbyt często spogląda kontrolnie na dziewczynę, jakby spodziewał się, że ta zostanie nagle wciągnięta pod wodę. Jakby widział to już kiedyś i jakby nie był w stanie losu tego zmienić.
Wie jednak, że umysł potrafi podsuwać mu wizję katastrofy, będącej zapowiedzią rozbitej szklanki. Umiejętność tłumienia przeczuć jest warunkiem przetrwania w umysłowej równowadze.
Gdy znaleźli się na brzegu, wilgotne kamienie skrzypiały pod ich butami przy każdym ruchu. Skrzypnęły najgłośniej, kiedy dotknięty zaklęciem zmniejszająco-zwiększtającym plecak uderzył o stworzoną z nich powierzchnię. Harrison zerknął w kierunku starszego Figga, wskazując ruchem głowy na płaskie kamienie umieszczone przy brzegu – ich przyszłe stanowisko, miejsce, w którym rozstawią – wyjątkowo – trzy wędki. Miejsce, w którym – jak zakładał – dziewczynie będzie zimno i twardo w tyłek. I że narzekać będzie jak każda laska postawiona w tych warunkach.
Tak, Harrison miał w końcu monstrualnie duże doświadczenie z kobietami (tu można byłoby skończyć) na rybach. A dziś dołoży do tego jeszcze doświadczenie z monstrualnym karpiem. Na to liczył. Tak właśnie.
Gdy rozsiedli się, gdy zaczynali szykować odpowiedni sprzęt, ojciec już zaczynał tłumaczyć córce postawy swojego hobby. Harrison poprawiał za to trywialny mechanizm teleskopowy wędki, przysłuchując się ukradkiem ich rozmowie.
– A jak ci się znudzi, to możesz pochodzić sobie po okolicy pozbierać kwiatki… – mówi, a brzmi to chyba i tak mniej nieelegancko niż myśli Harrisona, który zarazem woli spędzić ten dzień w towarzystwie jej ojca, jednocześnie przeczuwać ma, że pozostawianie Leonie samej przyniesie jej nieszczęście. Chyba dlatego szybko się mota. Z Thaddeusem nie mota sie niemal wcale – może przez to, że czasami nie wymieniają zdania nawet przez kilka godzin. – Ale może lepiej zostań, bo nie znasz okolicy, co nie… – mówi szybko, zerkając na najstarszego z ich grona, poszukując aprobaty. – Wzieliście zanętę? – dopytuje. Wzieliście. Zaangażował w to wszystko Leonie – ależ dobroduszne. – Ostatnio w Londynie w wędkarskim dziad chciał wcisnąć mi zanętę z jakichś egzotycznych owoców. Kto to słyszał, Tadzinku, kiedy na karpia działa nawet chleb i wszystko co słodkie… – gada, siadając wreszcie na kamieniu i przeglądając pudełko z przynętami na rybę, na którą zapolować dość łatwo. Ślimaki ruszały się jeszcze w słoiku z sitkowanym wiekiem. Harrison siedząc obok młodej Figg wpatrywał się głównie w buty, na stworzenia, które zaraz skończyć mogą na haczyku w ramach przynęty czy na wodę. Celowo unikając jej twarzy i poprawiając mocowanie kołowrotka – powiedział coś do kobiety: – Ty się na tych wszystkich… Roślinach znasz. Sama byś lepszy zrobiła. I taniej. Ci z wędkarskich to straszne sępy. Możecie z ojcem ukręcić biznes – uśmiecha się nawet, ale ręce trochę mu się trzęsą. A nawet nie jest przecież zimno.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
05-01-2026, 22:32
- Son - głos Thaddeusa Figg zadudnił po okolicy, z pewnością płosząc wszystkie okonie w jeziorze, do którego infiltracji przymierzali się w wyjątkowo trzyosobowym zespole. Son, skrót od Harrisona, nie od zawsze kojarzył się Leonie negatywnie - ale odkąd odszedł Basil zastanawiała się, czy Titus nie rościł sobie do jej ojca zbyt wielu praw. Nie do rodziny jako takiej, w końcu czarodziej nie szukał towarzystwa ich wszystkich, nie pokrzepiał cierpiącego w milczeniu Arla, nie chwalił szarlotki Isadory ani nie pytał, co słychać u niej, za to od Thaddeusa wręcz nie sposób było go odpędzić. Tatko prawdopodobnie widział w młodszym kompanie kogoś, kto w pewien sposób mógł zapełnić pustkę w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się drugi z bliźniąt, ale to był czas, kiedy powinni cierpieć żałobę razem, zamiast szukać pomocy od kogoś z zewnątrz... Och, tak jakby Leonie mogła do kogokolwiek mieć pretensje. Często o poranku czuła efekty swoich nocnych eskapad i szaleńczego poszukiwania życia, które odeszło wraz z Basilem, nie miała prawa oceniać ojca. - Miarkuj się, chłopcze. To moja córka i jeśli chce iść z nami na ryby, to pójdzie, a nikt, nawet ty, przyjacielu, nie będzie odsyłał jej do kwiatków jak byle podlotka - ostrzegł kompana pan Figg, rozstawiając na ziemi swój wierny ekwipunek. - Zawsze wiedziałem, że jeszcze obudzę w niej ducha łowcy. W żyłach Figgów pływają karpie i węgorze - oświadczył mężnie starszy czarodziej i poklepał córkę po plecach, ignorując spojrzenie spod byka, którym świdrowała oblicze magipolicjanta. Nawet wypowiedziana uprzejmie uwaga mogła wybrzmiewać deprecjonująco i Harrison osiągnął ten efekt, czy tego chciał, czy nie. Defensywnie splecione na piersi ręce odgradzały ją murem od jego osoby, a wcześniejsza niechęć pęczniała pod językiem, smakując coraz większą goryczą. Może mama miała rację, kiedy twierdziła, że kolega Teda jest dziwny, Isadora rzadko w tych sprawach się myliła.
- Pójdę albo zostanę, ale nie potrzebuję do tego niczyjego polecenia, wiesz? - wymamrotała z rumieńcami piekącymi policzki. Nie podobało się jej podejście Titusa, traktował ją jak czyraka, na którego niemiło jest spojrzeć, i już od pierwszych minut spotkania dał jej odczuć, że nie był nadmiernie szczęśliwy z powodu jej obecności. I chociaż tego dnia wyszła z domu z poczuciem, że sprawi ojcu przyjemność, jeśli spędzi z nim trochę czasu, przy okazji poznawszy jego druha oraz liznąwszy podstaw wędkarstwa, teraz nie była pewna, czy nie byłoby lepiej, gdyby została w domu. Pewnych świętości się nie rujnowało, a tym musiały być dla dwóch łowców regularne rybie spotkania. - Co to ta zanęta? - dodała wbrew sobie, impulsywnie, zapominając, że powinna być obrażona i przyjmować wszystko w milczeniu, na co Thaddeus spojrzał na swojego przyjaciela.
- No, no, co za głód wiedzy, Leonie. Titusie, masz szansę odkupić winy swojego wcześniejszego fuxo-p... Ach, do licha, niech sum połknie żabojady i ich wymysły. Koleżanki Dory udają światowe, przynoszą do nas te nowe słówka i weź się stary Figgu ich naucz. Odkup swoją wcześniejszą wpadkę - zachęcił go siwiejący czarodziej, samemu zabierając się do rozstawiania dwóch wędek, jednej dla siebie, drugiej dla córki. Zielarka niechętnie wróciła wzrokiem do wywołanego do tablicy funkcjonariusza, lekko wydymając policzki, pewna, że ten zawiedzie, może udając, że nie słyszał, o co został poproszony, byle tylko nie wdawać się z nią w interakcję, ale potem zaskoczył ją samodzielnym nawiązaniem do tematu. Ba, nawet wspomnieniem o jej pracy. Nic dziwnego, Ted na pewno opowiadał mu o swojej rodzinie, może przemilczawszy tylko osobowość lodowatej, mechanicznej i zadufanej w sobie szwagierki, jednak w kwestii żony i dzieci mógł rozprawiać godzinami.
- Nie mów tego głośno - zganiła Harrisona półszeptem, dramatycznie przejaskrawionym, teatralnym. - Jak tata o tym usłyszy, już zawsze będę musiała przygotowywać zanęty, od rana do nocy, aż podbijemy globalny rynek. Rodzinna firma Figg & his little fishlings - powietrze wydmuchnięte nosem było dowodem śmiechu, który nieumiejętnie stłumiła, nadal nieufna po tym, jak razem z Titusem zaczęli znajomość. Nie potrafiła go rozgryźć, nie wiedziała, dlaczego tak uporczywie unikał jej wzroku, mimo że na pozór mogło się wydawać, że poświęcał całą uwagę przygotowaniu do łowienia ryb. - One będą na haczyku? - wskazała na ślimaki w słoiczku, nieświadome losu, który miał na nie czekać. Szkoda, wyglądały na poczciwe mięczaki. Tymczasem ubrany w swoje ulubione wodery Ted wszedł do jeziora na odległość jedynie dwóch kroków, rozrzucając na wodzie rzeczoną zanętę, którą - owszem - przyniósł z domu, jak zawsze. Nie mógłby spojrzeć na swoje odbicie w lustrze, gdyby w tym temacie zawiódł.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Titus Harrison
Czarodzieje
In my dreams, I'm dying all the time
then I wake, it's kaleidoscopic mind
Wiek
36
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
06-01-2026, 23:33
Nigdy nie był najbardziej lotny w rozmowach z kobietami, ograniczając go do żartów (często na własny temat, byle deprecjonować własne towarzystwo) czy złośliwości. Złośliwość była w końcu prostym rozwiązaniem na ukrócenie kontaktu, w którym często czuł się jak prawdziwy, niedoświadczony tłuk.
Obecnie poczuł na sobie gromiące spojrzenie Figga, a w gardle zaschło mu na jego pełen determinacji ton.
Tak, wiedział, że i tym razem walnął gafę, i tym razem był właśnie tym tłukiem, którym pozostawał zawsze i że nawet gdy chciał zachować chociaż odrobinę normalnie... Nieważne. Zauważenie tego przyszło mu prościej wraz z refleksją, że nie chciał ośmieszać się przed Thaddeusem – mężczyzną, który mógł potencjalnie zastąpić mu dojrzały, męski wzór. Śmiech wzbudzać mogło to, że mężczyzna po trzydziestce wciąż ich poszukiwał, ale Harrison nie mógł zrzucić z siebie poczucia osierocenia. Oddany w wieku dziecięcym nie miał wyboru. Pozbawiony dziedzictwa przyszywanego ojca… Też wyboru nie miał. W rodzinnej okolicy i tak skończył nazywany swoim dawnym nazwiskiem. Nazwiskiem rodziny, która właściwie też nie chciała mieć z nim żadnego kontaktu.
Ted Figg był dobrym mężczyzną. Gdy mówił o swojej rodzinie, Harrison czuł w sercu nieprzyjemne ukłucie zazdrości. Nie dlatego, że chciałby założyć własną rodzinę i zauważał brak szans, a dlatego, że… Chciałby na dłużej pozostać czyimś ukochanym synem.
Może dlatego tak bardzo chciał też być tu właściwie tylko z nim, w świętym spokoju, łowić te pieprzone ryby i nie musieć przejmować się tym, że każde nietrafione słowo może odmienić ich relację.
– Jasne, Ted – mówi przepraszającym tonem, kiedy ten lansuje się na brzegu w swoich nieśmiertelnych woderach. Titus nie posiada własnych. Posiada za to urocze, czerwone kalosze – nim jeszcze modę na nie wzbudzi Miś Paddington.
Będzie więc… Elegancki. Tak jak tylko może. Tak jak tylko umie.
A pewnie umie, ale jest dziś okrutnie nieśmiały, zupełnie tak, jakby to urok młodej Figg onieśmielał go bardziej niż ostry ton jej ojca.
Pomijając już to, że coś w obecności Leonie nakazywało obawiać się niebezpieczeństwa. Jakby mogła zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu, wyparować… Na pstryknięcie.
Nie umiał interpretować tego sygnału. Stresował się więc podwójnie, a zestresowanie dłonie posiadały mniej pewny chwyt.
– Znasz się trochę na rybach? – pyta, tylko na moment odwracając spojrzenie w kierunku Leonie. Ta patrzy na niego, może być więc w kilku procentach pewien, że… Że go słucha. I wciąż tu siedzi. – One mają bardzo, bardzo dobry węch. Czasami to co wrzucisz do wody w miejscu zarzucania haczyka ma większe znaczenie niż co na nim zawiesisz – tłumaczy, a potem bierze w dłonie słoik ze ślimakami. Zaciska palce na materiale słoika i przygląda się temu, co na sławnym haczyku umieści. – Nos służy im właściwie tylko do tego żeby czuć zapach, one nie oddychaja tak jak my. W sensie oddychają, ale czym innym, jakby z boku głowy… – kładzie dłoń na szyi, w miejscu w którym pewnie miałby skrzela, gdyby pozostawał karpiem. Pozostaje za to jedynie nieudacznikiem, który stresuje się tłumaczeniem rzeczy tak prozaicznej.
Śmieje się za to niezręcznie na wizję Leonie pracującej od rana do nocy nad potencjalnym biznesem rodzinnym Figgów. Dopiero teraz obraca głowę na dłuższy moment, przyglądając się twarzy młodej dziewczyny. Z różowymi policzkami przykrywa słój ze ślimakami dwiema dłońmi.
Tak, jemu też jest ich szkoda.
– Globalny może być ciężko… Każda ryba lubi trochę co innego – mówi niepewnie, jakby nie do końca wyłapał intencję jej żartu. Albo jakby mądrzył się – chociaż zbyt głupim i niewinnym tonem, by brać to pod uwagę. – Niestety będą. Mogę… Nabić je za ciebie – zaproponował. Pewnie kazałby jej robić to samej, gdyby nie była córką Figga.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.