• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Organizacja > Akta postaci > Tworzenie kart postaci > Tilda Groenveld
Matilda Groenveld
Obrazek postaci
Dusza
Personalia rodziców
Anne Groenveld, Quinten Groenveld
Aspiracje
Amortencja
Różdżka
Hobby, pasje
Bogin
Umysł
Data urodzenia
26.06.1934
Miejsce urodzenia
Londyn, Anglia
Miejsce zamieszkania
Londyn, Anglia
Język ojczysty
angielski
Genetyka
Niemagiczny
Ukończona szkoła
Plumstead Manor School
Zawód
cukiernik
Czystość krwi
Półkrwi
Status majątkowy
Zakurzona sakiewka
Ciało
28
167
59
Wiek
Wzrost
Waga
szare
ciemny brąz
Kolor oczu
Kolor włosów
Budowa ciała
szczupła
Znaki szczególne
Preferowany ubiór
Zajęty wizerunek
Obrazek postaci

Tilly, pamiętasz albumy ze zdjęciami, którymi tak lubiłaś się bawić? Pamiętasz ich twarde, matowe oprawy? Jaki miały kolor? Pamiętasz te wszystkie zdjęcia i co z nimi robiłaś? Jak się uśmiechałaś? Jak próbowałaś złapać uciekającego poza kadr Hadriana, który nieporadnie stawiał swoje pierwsze kroki? Jak liczyłaś wznoszące się wysoko, wysoko balony? Ile ich było? Nie wiesz. Nigdy nie udało ci się ich zliczyć, zawsze kończyłaś na dwudziestym szóstym. Nigdy mniej, nigdy więcej. Ale to nie miało znaczenia; lubiłaś przecież tylko patrzeć jak odbijają się od siebie, jak znikają pod górną krawędzią fotografii. Liczenie było tylko dodatkiem – jak wszystko inne. Leżenie na brzuchu, na plecach; przewieszanie się przez oparcie wielkiego, obitego purpurową tapicerką fotela; dorysowywanie ciotkom wąsów i brody; układanie wokół siebie zdjęciowego muru. Mogłaś robić – i robiłaś – to godzinami, dniami, tygodniami. To było przecież tak fascynujące – to obserwowanie nieznajomych-znajomych twarzy, naśladowanie gestów, mimiki, wszystkiego, co tylko się dało. A dało się naprawdę wiele. Dla ciebie nie istniały wówczas żadne granice. Gdybyś chciała, mogłabyś mieć wszystko na wyciągnięcie ręki. Wiedziałaś to. Widziałaś to. Widziałaś siebie na stołku Ministra Magii; za ladą najlepszej lodziarni w całym Londynie; pośród zakurzonych tomiszczy w archiwum położonym głęboko pod ziemią; na szczycie Mount Everestu; przedzierającą się przez amazońską puszczę; walczącą z groźnymi smokami; dziergającą grube, wełniane i bardzo kolorowe skarpety dla całej gromadki kotów; u boku mamusi, warzącą najznamienitsze eliksiry w całym Królestwie. Miałaś na siebie tyle pomysłów i każdy wydawał ci się możliwy do zrealizowania, chociaż byłaś wówczas tylko pięcioletnim szkrabem. To jednak nie miało żadnego znaczenia; liczyła się wyłącznie beztroska. Błądzenie palcem po globusie, szycie szmacianych lalek, gra w klasy, przeglądanie wciąż i wciąż ilustrowanej wersji „Baśni barda Beedle’a”. I czekanie. Czekanie na jedenaste urodziny.


Tilly, powiedz, ciągle pamiętasz ten dzień, prawda? W san Francisco podpisano Kartę Narodów Zjednoczonych. Luigi Carnera i Max Wolf odkryli planetoidę (488) Kreusa. W tysiąc osiemset czterdziestym trzecim w życie wszedł traktat nankiński kończący I wojnę opiumową między Wielką Brytanią a Chinami. Dwudziesty szósty czerwca. To był naprawdę ładny, słoneczny dzień, jak nigdy. Jakby stworzony właśnie dla ciebie. Miałaś iść z rodzicami do cyrku, takiego bez zwierząt, bo nie lubisz, gdy w tak bestialski sposób się je męczy. Planowałaś, że potem odwiedzicie jeszcze Pokątną, bo już chciałaś mieć swoją różdżkę. Specjalnie na tę okazję ubrałaś nową, cytrynową sukienkę, włosy związałaś wysoko na czubku głowy tak samo cytrynową wstążką. Dzień powitałaś z uśmiechem, bo to był t w ó j dzień. Do kuchni weszłaś w podskokach; na stole już stał naszykowany talerz z twoimi ulubionymi naleśnikami z różaną konfiturą, obok niego leżało przewertowane pobieżnie najnowsze wydanie Proroka Codziennego, cztery pięknie opakowane prezenty i kilka urodzinowych kartek. Jednak wśród tej porannej korespondencji nie znalazłaś tego jednego, jedynego listu. Wtedy jeszcze nie uważałaś, żeby czymkolwiek się martwić. Stanęłaś tylko przy oknie, łokcie opierając na blacie wysłużonego stołu, brodę zaś na dłoniach. I czekałaś. Godzinę. Dwie. Pięć. Nie ruszyłaś ani jednego naleśnika, prośby rodziców o to byś coś zjadła zbywając niecierpliwymi machnięciami rąk. Wycieczka do cyrku przestała mieć już jakiekolwiek znaczenie, nie musiałaś przecież patrzeć na klaunów i akrobatów, odeszła ci ochota na watę cukrową. Chciałaś tylko, żeby sowa wreszcie przyleciała. Późnym popołudniem zaczęłaś ze zdenerwowania obgryzać paznokcie – nie w kuchni, lecz w swoim pokoiku. Okno otwarte miałaś na oścież, wciąż licząc, że do końca dnia jeszcze zdąży cię odwiedzić; że może zabłądziła. Zostało jej zaledwie dwie godziny, ale ty wiedziałaś, że żeby zmienić czyjeś życie losowi starczy nanosekunda. A tych do końca dnia było tak wiele. Z każdą chwilą coraz mniej. A potem zasnęłaś wtulona w poduszkę mokrą od łez. Wtedy płakałaś pierwszy raz.


Tilda, a pamiętasz, co było potem? Pamiętasz te wszystkie lata? Pamiętasz, jak bardzo się zmieniłaś? Z kim się zadawałaś? Co planowałaś robić? Jasne, że pamiętasz. Zaczęłaś żyć nowym życiem. Niemal z dnia na dzień przestałaś być małą, radosną Tilly. Już nie chciałaś pomagać mamusi przy eliksirach. Już nie chciałaś oglądać starych albumów ze zdjęciami. Już nie chciałaś zostać Ministrem Magii. Nie chowałaś za plecami Proroka i nie uciekałaś z nim do altanki, by na własną rękę, jak dzielny detektyw, dowiadywać się, co dzieje się w magicznym świecie. Bo magiczny świat wcale cię nie chciał. Wtedy powoli zaczynałaś rozumieć, że to, co uznawałaś za czarowanie w swoim wykonaniu było tylko czymś na kształt magicznej czkawki. Bo chociaż zdarzało ci się wprawiać przedmioty w ruch, nigdy nie unosiły się nad płaszczyzną dłużej niż kilka sekund. Bo chociaż często zdzierałaś sobie kolana podczas wspinaczek po drzewach, rany nigdy nie goiły się całkowicie. Choć dorastałaś wśród magii, magia nie miała zamiaru dorastać wraz z tobą, tym samym skazując cię na banicję.


Matilda, pamiętasz wszystkie swoje nieprzespane noce? Było ich sporo i wiesz, że jeszcze więcej jest ich przed tobą. A pamiętasz kiedy to wszystko się zaczęło? To było zaraz po tym, kiedy pierwszy raz poszłaś do szkoły. Mugolskiej. Nie spałaś nie dlatego, że się bałaś; że miałaś jakiejś problemy; że nie mogłaś przywyknąć do myśli, że od teraz tylko tak będziesz żyła. Z tym pogodziłaś się już dawno, chociaż wiedziałaś, że i to nie jest twój świat. Nie spałaś, ponieważ po kilkadziesiąt razy w ciągu nocy czytałaś długie listy od Benji’ego; bo nie mogłaś nie odpisać mu od razu, choć jeszcze wtedy nie był wcale daleko, zaledwie na drugim końcu wyspy. Z każdym rokiem powodów było coraz więcej. Wyjścia z nowymi znajomymi. Pilnowanie hadrianowych dzieci. Robienie za ramię do wypłakiwania. Zakuwanie na egzaminy. Próby, próby, próby – i występy w tańcu ognia. Wszystko to pochłaniało cię bez reszty; wszystko to sprawiało, że mgliste, londyńskie poranki emanowały odżywczą energią, że noce rozbrzmiewały soczystym zapachem waniliowej czekolady. W międzyczasie, pamiętasz? Płakałaś drugi raz. To było wtedy, gdy dowiedziałaś się, że Benjamin wyjechał do Rumunii. Nie byłaś pewna czy za nim tęsknić, czy nienawidzić go ze wszystkich sił, każdą najmniejszą cząstka siebie z osobna i wszystkimi razem. Kilka dni później obszerne wyjaśnienia dostałaś w liście: długo oczekiwana informacja o zwolnieniu się miejsca na praktyki w ośrodku rehabilitacji smoków w Braszowie. Było ci głupio; żal ci było samej siebie, bo w przeciągu tych paru zachodów słońca zdążyłaś spalić za sobą większość mostów. Uciekłaś z domu, opuściłaś najważniejszy – jak ci się wtedy wydawało – pokaz fireshow i sprzedałaś kilka z najpiękniejszych kubków w swojej małej kolekcji, by mieć parę groszy na nowy start. Bo bałaś się, że rodzina zaczyna cię od siebie odsuwać, więc wolałaś zrobić to pierwsza: szybko i bez oglądania się za siebie. Byłaś wściekła za swoją porywczość, ale nie miałaś czasu na wylewanie nad sobą żali – musiałaś ratować to, co jeszcze uratować mogłaś. Skruszona wróciłaś do domu i do zabawy z ogniem, skończyłaś szkołę i nawet poszłaś na studia, które i tak rzuciłaś, bo głupia koza z ciebie.

0
Pozostało PP
0
Pozostało PM
0
0
0
OPCM
Uroki
Czarna magia
0
0
0
Transmutacja
Magia lecznicza
Eliksiry
0
0
0
Siła
Wytrzymałość
Szybkość

drzewko

Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Tilda Groenveld
Zarejestrowani
Wiek
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
Sakiewka
Stan cywilny
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
0
0
0
Brak karty postaci
29-11-2025, 20:59
[w budowie]
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 10-01-2026, 09:35 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.