• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Domostwa > Cardiff, Wanguard Way 56 > Pokój na poddaszu
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-11-2025, 19:38

Pokój na poddaszu
Pokój znajduje się na poddaszu restauracji, do którego prowadzą strome schodu na zapleczu. Pomieszczenie jest na tyle duże aby zmieścić stojące pod oknem niewielkie łóżko, na które narzucona jest pościel i kolorowy koc w odcieniach czerwieni. Z sufitu zwisa kilka lampionów, a na lewo od wejścia stoi niewielkie, stare biurko, na którym panuje zadziwiający porządek w porównaniu do reszty pokoju. Mała szafa mieści wszystkie ubrania, które posiada Keith, a na półce widzącej w nogach łóżka można znaleźć książki o tematyce roślinnej i magii uzdrawiania. Podłoga całego pokoju wyłożona jest dywanami w chińskie wzory i to na niej magazynowane są inne rzeczy, które nie mieszczą na półkach i na biurku. Drzwi po prawej prowadzą do malej łazienki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
02-01-2026, 13:22
|20.04.1962


Wstając tego rana po ciężkim rejsie, mógł w końcu uznać, że się wyspał. Łóżko nie należało już wyłącznie do niego, obok leżała krucha kobieca postać. Dziewczyna złożyła mu pewną obietnicę i chciała przy niej wytrwać. Nadal był ciekaw na jak długo jej starczy determinacji. Ostatnio zamykała tawernę, nie ukrywając, z jego powodu i tego, że gdy “Złota Łania” przybyła do portu tego dnia urwała się z pracy. Ciotka Boyle była zaś bezlitosna i wymagała odpracowania zmarnowanego czasu. Posyłała później Kennethowi wymowne spojrzenie, pod którym nawet on czuł niepokój. Uśmiechał się więc jedynie do niej czarująco, bo nawet kapitan “Złotej Łani” wiedział przed kim czuć respekt. Nie umknęło mu też czuje spojrzenie Moss, która od początku musiała wiedzieć, że coś się święci. Normalnie byłby oburzony, ale zapracował sobie na swoją reputację, także wszelkie uwagi, uszczypliwości oraz spojrzenia przyjmował ze spokojem. Plotka już rozniosła się po porcie, wiedział co robić, aby tak się stało. Czekająca Riven w porcie, wprowadzenie jej na pokład, wyjście z nią z tawerny kiedy zamykała. Mieniący się naszyjnik, to wszystko było sygnałami wysyłanymi do mieszkańców Cardiff. Zapewne postawiono już wiele zakładów jak długo to potrwa i jak szybko panna Thorne dołączy do listy zdobytych panien przez kapitana Fernsbiego.
Zabierając ze sobą teczkę z pozyskanymi informacjami w Singapurze opuścił dom i udał się do portu, aby tam załatwić kolejne interesy. Zajrzeć do magazynów, odebrać pocztę portową, która już czekała w małym stosie, spotkać się z informatorami, zwłaszcza, że interesowała go wybitnie jedna sprawa. Poprzedni członek załogi ostatnio zaczął coś działać w porcie i mieszkać w interesach samego kapitana, a ten nie lubił jak ktoś mu się wtrącał. Zwłaszcza, że niektórzy klienci, ci bardziej wierni, dali znać, że ten przychodzi do nich z propozycja współpracy. Padły hasła takie jak nielegalne stworzenia magiczne oraz krzyżówki, które były zakazane na terenie Wielkiej Brytanii. Kenneth chciał wiedzieć co się dzieje w porcie, a zwłaszcza wtedy kiedy to mogło kolidować z jego własnymi układami. Otrzymał cynk, że kolejnego wieczora w starych magazynach może dojść do jakiegoś spotkania i być może dowie się więcej. Wiedział do kogo się zgłosić i kogo warto mieć wtedy przy sobie. Teraz z pakietem tych wieści udał się w kolejne miejsce.
”Złota Krewetka” jeszcze odpoczywała po poprzednim dniu więc miał chwilę, aby złapać Crofta i przekazać mu co wie. Znając doskonale trasę do jego pokoiku, wspiął się po schodach, a gdy zaznaczył swoją obecność pukaniem do drzwi wkroczył do środka. -Nie było łatwo - Oznajmił na dzień dobry zasiadając w wolnym miejscu. Podał kumplowi teczkę. -Ten rejs dał mi w kość. Jestem durniem, że zgodziłem się na taką długą podróż w tak krótkim czasie. - Pokręcił parę razy głowa, aby rozgrzać nadal zesztywniałe mięśnie karku. Nawet miękkie ramiona kochanki nie były w stanie zdjąć wszelkich trosk.-Kiedy byliśmy w Singapurze skorzystałem z chwili wolnego i zaciągnąłem języka. - Wskazał na teczkę. -Nie ma tego wiele. - Dodał zaraz i rozłożył bezradnie ramiona. Być może jakby miał więcej czasu to mógłby zdobyć więcej informacji dla kumpla. -Udało się namierzyć człowieka, który ją kojarzył i coś pamiętał. Wszystko masz zapisane, nie znam jednak języka więc nie wiem dokładnie co tam się znajduje. - Przeczesał dłonią ciemne włosy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
02-01-2026, 21:35
Dobrze, że miał tego dnia popołudniową zmianę. Nie byłby w stanie podnieść się gdyby miał pracować od rana. Znaczy pewnie i tak by wstał ale nie byłoby z niego żadnego pożytku i jedynie by zawadzał i musiał znosić karcący wzrok pani Hao, a to było zdecydowanie o wiele gorsze od kaca. Starsza kobieta była mu jak matka i nie chciał zawieść jej zaufania. Już nie raz karciła go za to, że w jej mniemaniu za dużo imprezował i powoli zaczynała brzmieć jak jego siostra. Tylko, że o ile gadanie Leonie wpuszczał jednym, a wypuszczał drugim uchem, o tyle jeśli chodziło o panią Hao było kompletnie inaczej. Wolał więc teraz wydobrzeć do popołudniowej zmiany, zjeść jakąś mocno tłustą zupę, po którą zejdzie jak już się zwlecze z łóżka i doprowadzi się do porządku.
Na razie jednak pękała mu głowa i nie miał ochoty podnosić się z łóżka. Łyknął coś na ból, ale jak na razie nie podziałało. Leżał na łóżku z poduszką na twarzy starając się jakoś nad tym zapanować. Okno miał uchylone, więc chłodne powietrze do niego docierało i robiło mu się minimalnie lepiej. Zaczął sobie jednak wyrzucać, że niepotrzebnie tyle wczoraj pił. W zasadzie nawet nie planował, ale kiedy wracał z apteki pani Lian zgarnął go jeden z byłych pracowników jego ojca i wyciągnął do knajpy, a tam spotkali jeszcze kilku innych znajomych i jakoś to wszystko samo się potoczyło. Zaczęli w jednym barze, przeszli przez kilka innych i kiedy wracał do domu na horyzoncie już zaczynało świtać. Cieszył się, że jako jedyny mieszkał nad Złotą Krewetką, bo z cała pewnością pobudziłby wszystkich w momencie kiedy zwalił się ze schodów wchodząc na górę. Musiał się też przy okazji uderzyć w głowę, bo na bank miał siniaka, który dodatkowo rezonował z bólem głowy od ilości wypitego alkoholu.
W końcu jednak, kiedy ból lekko zelżał podniósł dupsko z łóżka i skierował się do łazienki. Stał długo pod prysznicem jakby mając nadzieję, że woda wpłucze z niego kaca i jakoś uda mu się dotrwał do wieczora. Kiedy spojrzał na siebie w lustrze prawie się nie poznał i przez chwilę przestraszył się, że nieintencjonalnie zmienił swój wygląd. Po chwili dotarło do niego, że nic takiego nie miało miejsca i po prostu tak wygląda jak jest totalnie skacowany. Ubrał na siebie w końcu spodnie i wyszedł z łazienki z ręcznikiem na głowie mając w zamiarze jeszcze się położyć na chwilę, kiedy usłyszał pukanie do drzwi i moment później do pokoju wkroczył Kenneth. Zatrzymał się na środku pokoju ze szczoteczką do zębów w ustach i przez moment patrzył na niego nie do końca rozumiejąc co on tutaj robi. Dopiero po chwili dotarło do niego, że przecież ten był w podróży i pewnie przyszedł mu powiedzieć co udało mu się ustalić. Po tym jak zobaczył Riven w jego objęciach omijał okolice, w których była zacumowana Złota Łania. Tak samo nie pojawił się również Pod Mewą i Księżycem, nadal nie do końca ogarnął co to było co poczuł kiedy ich razem zobaczył więc wolał się tam nie pojawiać. W tym momencie postanowił, że będzie grał głupiego.
- Dzień dobry i tobie. - powiedział w końcu biorąc od niego teczkę i samemu siadając na krawędzi łóżka - Było aż tak źle? - uniósł brew ku górze ściągając w końcu z głowy ręcznik na ramiona - Dla mnie to i tak bardzo dużo, to jakiekolwiek informacje jakie do mnie dotarły odkąd zacząłem szukać, nawet nie masz pojęcia ile to dla mnie znaczy. - odparł kręcąc głową, ale po chwili tego pożałował i skrzywił się czując kolejną falę bólu w skroniach.
- Mam nadzieję, że mimo wszystko nie narobiło ci to kłopotów. - odezwał się po chwili zaczynając przeglądać teczkę.
Faktycznie nie było tego dużo. Trzy strony, ale za to zapisane w całości po chińsku. O ile nie miał problemów w rozmawianiu w tym języku, o tyle czytanie jeszcze czasami sprawiało mu problemy. Musiał więc się naprawdę skupić aby być w stanie przeczytać to co było tam napisane, a przy okazji tłumaczyć sobie w głowie na angielski.
- Udało ci się może zorientować co to był za człowiek? Ten, który przekazał ci te informacje? - uniósł na niego wzrok.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
04-01-2026, 11:19
-Ostatnio co się widzimy, wyglądasz jakby życie cię przeciorało. - Skomentował kapitan konstatując wygląd kumpla. Siniak na głowie, podkrążone oczy, blada cera - wskazywały na balowanie do białego rana, bójkę albo jedno i drugie. Zajął miejsce na krześle przy małym biurku dając Keithowi przestrzeń na zajęcie się sobą nim odebrał od niego teczkę. Miał swoje domysły, że to właśnie między nim a Riven doszło do upojnej nocy, po której nosiła swego czasu ślady. Twierdziła, że była to pomyłka oraz coś im dosypano. Nie wiedziała, że znała Crofta, a on zaś miał jedynie swoje podejrzenia niczym nie poparte. Trzy dni temu wrócił z rejsu, a kobieta oznajmiła mu, że jest gotowa na wyzwanie jakiej jej rzucił. Sam był ciekaw jak się to potoczy. Wiele z nich próbowało, twierdziły, że rozumieją granice jakie stawiał, po czym zaczynały powoli przejmować jego przestrzeń, oczekiwać czegoś więcej lub zwyczajnie odchodziły rozumiejąc, że jednak nic nie zmieni decyzji kapitana “Złotej Łani”. Jak będzie z Riven? Czas miał pokazać, a teraz zaś skupił się ponownie na sprawie Crofta, bo z tym do niego przyszedł
-Statek jest zabezpieczony magicznie, zaklęcia pomagają kiedy nie ma wiatru, kiedy trzeba przyspieszyć, ale to też drenuje załogę z sił i kiedy przychodzi co do czego ledwo dają radę. Nie mieli też czasu, aby się porządnie zregenerować. - Rozsiadł się niedbale w krześle wyciągając nogi przed siebie i krzyżując je w kostkach. Następnym razem miał zamiar powiedzieć Traversom, że potrzebuje więcej czasu. -Wypływamy za trzy dni na krótszy rejs, a potem do połowy maja dokujemy w porcie, będzie czas na odpoczynek. - To pozwoli załodze złapać oddech, a jemu poukładać swoje sprawy i załatwić kolejne interesy. Lato przynosiło najwięcej długich rejsów, możliwe, że nie będzie go nawet miesiąc. Pamiętał czasy kiedy nie było go na angielskiej ziemi aż trzy lata. Na razie nie zapowiadało się, aby miał wypłynąć na tak długo. -Było dość interesujące. - Wskazał na teczkę. -Jak znalazłem już lokalnego tłumacza, było zdecydowanie łatwiej. Wiedział gdzie i kogo pytać. Nadal czuje się tam echo rebelii w Brunei i będąc Brytyjczykiem nie jesteś mile widziany. Ciężko było cokolwiek się dowiedzieć. - Rozejrzał się niespiesznie po pomieszczeniu jakie zajmował czarodziej. Nie było duże, wręcz malutkie mieszczące się nad restauracją, w której pracował. Przypominało mu jego początki kiedy rozpoczynał swoją morską przygodę. -Dotarliśmy do Chinatown, gdzie mężczyzna ten był sąsiadem czy też kimś z kim pracowała, nie do końca zrozumiałem. Mówił, że żyła w spokoju i nikomu nie wadziła, po czym nagle zniknęła. I szczerze -nachylił się w stronę mężczyzny. -Z kim bym nie rozmawiał to właśnie tak było. Twoja matka, nie rzucała się w oczy, żyła w zgodzie z ludźmi, raczej była typem odludka niż osoby lgnącej do ludzi. Uprzejma, spokojna po czym z nią na dzień znikała. - Wskazał na teczkę. -Każdą z tych osób poprosiłem, aby zostawiła do siebie jakiś kontakt. Niestety ciężko było mi się zorientować, które z nich było czarodziejem. Tym bardziej jak nie byli chętni do rozmowy ze mną, gdyby nie lokalny tłumacz, odpowiednia zapłata to mógłbym się obejść smakiem.
Nie było to łatwe śledztwo, tym bardzie w aktualnej atmosferze jaka panowała w Singapurze, który przejawiał chęć oddzielenia się do Królestwa Wielkiej Brytanii. Sięgali wzrokiem ku Malezji i Północnemu Borneo. Każdy przedstawiciel przybywający z Anglii źle im się kojarzył, więc okazywali jawną niechęć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
04-01-2026, 20:50
Uniósł na kumpla wzrok znad papierów. No tak, ostatnio widzieli się na początku miesiąca, po tej nieszczęsnej nocy w Londynie. Wtedy miał moralniaka i czuł jakby przejechał po nim jeden z tych powozów co woziły uczniów ze stacji Hogsmede do Hogwartu. Mentalnie przede wszystkim, bo fizycznie nic mu nie dolegało. Potem już było lepiej, z każdym dniem coraz bardziej oswajał się z tym wszystkim co się wydarzyło. Jednak kiedy w końcu zdecydował się skonfrontować z Riven po kilkunastu dniach dotarło do niego, że wcale nie poukładał sobie tego wszystkiego w głowie jak myślał. A potem zobaczył ich razem i już w ogóle nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Naprawdę cieszył się ich szczęściem, miał nadzieję, że Riven odnajdzie szczęście u boku kapitana. Jednocześnie jednak znał Kennetha na tyle, że zaczynał się powoli bać, że może złamać jej serce. Riven była jednak młoda, a kapitan wiele od niej starszy. Być może zamartwiał się bez sensu, ale wiedział, że jeśli on sprawi, że dziewczyna się będzie przez niego smucić to on, jako jej przyjaciel z pewnością podejmie odpowiednie kroki.
- To? To nic. Miałem wczoraj niezaplanowaną podróż po barach, a jak wracałem do domu nad ranem to zrąbałem się ze schodów. - pokręcił lekko głową wracając wzrokiem do zapisanych stronic.
Po chwili jednak odłożył je na bok. Nie mógł się teraz skupić na ich czytaniu, a wymagało to od niego dużo czasu, bo jednak wszystko było zapisane po chińsku. Wsłuchał się więc w to co mówił kapitan. To był pierwszy raz kiedy było mu dane otrzymać jakiekolwiek informacje na temat matki. Kiedy Kenneth zaczął to wszystko opowiadać czuł jak serce zaczyna mu szybko bić. Iskierka nadziei zapłonęła w jego umyśle. Może jednak żyje, może udało jej się przeżyć wojnę. Uśmiechnął się delikatnie słysząc, że jego mama była dobrą duszą. Nie wyobrażał jej sobie inaczej. Ojciec nie opowiadał o niej dużo, ale kiedy już mu coś wspominał to zawsze przedstawiał ją w samych superlatywach. Mówił, że była ciepła, uśmiechnięta i lubił słuchać jak swoim miękkim głosem śpiewała kołysanki gdy Keith miał niespełna roczek. Naprawdę żałował, że nic nie pamiętał. Chciałby mieć jakiekolwiek wspomnienia związane z matką, a on nawet nie wiedział jak ona wyglądała. Ojciec wspominał, że to po niej odziedziczył ciemne włosy i oczy, tylko tyle.
- Z tego co wiem od ojca obracała się przed wojną tylko w towarzystwie czarodziei, mieszkała w magicznej dzielnicy więc podejrzewam, że to byli czarodzieje. - powiedział spokojnie lekko kiwając głową.
Nie wiedział o jakiej rebelii w Brunei mówił przyjaciel. Keith miał ogólną wiedzę na temat wojny mugolskiej przez, którą musiał opuścić Singapur, ale potem już nie śledził losu swojego miejsca urodzenia. Domyślał się jednak, że było to coś poważnego skoro miejscowa ludność odnosiła się do Brytyjczyków z niechęcią.
- A czy udało ci się dowiedzieć czy zniknęła po wojnie czy w jej trakcie? - spytał z nadzieją, że jednak po niej, bo to by oznaczało, że ją przeżyła i istniał cień szansy, że kiedyś ją znajdzie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
05-01-2026, 15:02
Znał to uczucie szukania własnej tożsamości i tego rodzica, który był jedną, wielką enigmą. Przeżywał to sam gdy dowiedział się, że jego ojcem nie jest żaden marynarz a człowiek o błękitnej krwi. Bękart. To słowo ciągnęło się za nim dość długo - wzbudzając gniew, irytację, aż w końcu obojętność. Nie miał zamiaru czerpać profitów z tego, że ojciec był kimś znanym. Ciężką pracą i uporem znalazł się tam gdzie teraz był i dążył dalej ku wyznaczonym sobie celom. Z każdym dniem, z każdym kolejnym zleceniem był coraz bliżej, choć droga ta nie była łatwa i prosta. Zapewne z odpowiednimi plecami i dojściami mógłby osiągnąć wszystko szybciej, ale w tym przypadku był uparty jak osioł.
Odciął się od osoby ojca. Nie szukał go, nie czytał o tym co robił czy czym zajmuje się jego rodzina. Skupił się wyłącznie na tym kim on był i budował swoją tożsamość w oparciu o swoją pracę i pochodzenie matki. Rozumiał jednak, że u kumpla była sytuacja zgoła odmienna. Ten chciał dowiedzieć co się stało z matką, a jego ojciec przekazał mu same dobre wspomnienia z nią związane. Skoro miał taką możliwość, to uznał, że pomoże. I tak musiał wylądować w Singapurze w związku ze zleceniem, to równie dobrze mógł podpytać i zasięgnąć języka. Informacje od Keitha ułatwiły znacznie robotę.
Kapitan należał do ostatnich, którzy umoralniają ale stan Crofta wskazywał, że ten przeżywał cięższe chwilę. Nie był jednak dobry w przyjmowaniu zwierzeń i uznał, że nie będzie dopytywał. Czarodziej wiedział jak znaleźć Fernsbiego jeżeli będzie chciał wyskoczyć do tawerny. Kenneth miał nadzieję, że uda mu się z tego dobrodziejstwa skorzystać w maju, jak będzie dłużej dokował w Cardiff. -Po wojnie. - Odpowiedział bez wahania na pytanie i wskazał na teczkę. Nakazał, aby kumpel przewertował kolejne kartki. Był tam całkiem sprawny i czytelny rysunek budynku z fragmentem mapy miasta i dzielnicy. -To ostatnie miejsce pracy. Herbaciarnia, gdzie była widziana. Miała przyjść do pracy, ale się nie zjawiła. Żadnej notatki, żadnej informacji. - Matka kumpla była niewiadomą. Istniała, to było pewna, po wojnie żyła i pracowała, ale nagle ślad się urywał. Jakby chciała zniknąć lub komuś bardzo zależało, aby zatrzeć za nią wszystkie tropy. Możliwe, że gdyby był dłużej udałoby mu się dowiedzieć czegoś więcej, ale jego samego ścigały terminy. Klienci chcieli pilnie otrzymać swoje towary, a Łania zawsze była na czas. Miał to szczęście, że nie umawiał się na twarde daty, a przedział, to sprawiało, że gdyby złapał ich sztorm lub inne przeciwności losu, tak zawsze zamówienie trafi w wyznaczonym okresie do zleceniodawcy. -Jak znów będę w okolicach to dam ci znać, już mam kontakt do lokalsa, to za drugim podejściem będzie łatwiej.
Nie należał do ludzi, którzy robią coś bezinteresownie ani działają z dobroci serca, ale mieszkańcy portu i Cardiff mieli tę przewagę, że byli “swoi”. Panowało między nimi pewne zaufanie i poczucie jedności, które ich spajało. Tworzyli przedziwną społeczność, która mogła na sobie polegać. Dlatego Croft mógł liczyć na wsparcie kapitana Złotej Łani niezależnie od sytuacji. Mógł też mieć pewność, że ich rozmowy nie ujrzą światła dziennego, a gdyby wpadł w solidne tarapaty to Fernsby postara się go z nich wyciągnąć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
08-01-2026, 14:15
O matce zaczął myśleć dopiero po ślubie ojca. Jako dzieciak był przekonany, że macocha mu ją zastąpi, że będą mogli tworzyć rodzinę o jakich czytał z książek dla dzieci. Jednak rzeczywistość szybko go zweryfikowała. Kobieta, która miała mu być matką nienawidziła go z całego serca i dawała mu to odczuć na każdym kroku. To właśnie wtedy jego myśli skierowały się do biologicznej matki. Nie pamiętał jej, nie znał, a jednak serce tęskniło i chciało ją spotkać. Poszukiwania jednak były daremne, ojciec, z kompletnie nie znanych mu powodów, nie do końca chciał mu pomagać. Co prawda mówił mu, że kochał jego matka gdy byli razem…dlatego chłopak nie rozumiał dlaczego nic nie zrobił by ją znaleźć, by sprowadzić ją do Anglii, by mogli być rodziną tak jak to było przez pierwsze trzy lata jego życia. Był czas, że on sam zaprzestał poszukiwań, nie miał ku temu możliwości, teraz jednak, mając przewagę mieszkania w mieście portowym ta nadzieja znów wróciła. No i miał za kumpla kapitana statku, który pływał po wodach tego świata. Nie chciał go zbyt wykorzystywać, jednak chęć poznania prawdy była zbyt wielka. Zwłaszcza teraz, kiedy Kenneth przywiózł mu tyle informacji, pierwszy raz w życiu miał dowód na to, że matka żyła, że chodziła po tym świecie, a to spowodowało, że już nie iskierka, a płomień nadziei rozpalił się w jego sercu.
- Po wojnie… - powtórzył cicho słowa kumpla lekko przy tym kiwając głową.
Przewertował kartki i dotarł do szkicu. Herbaciarnia, a więc pracowała w miejscu podobnym do niego. Z całą pewnością znała się na ziołach. Uśmiech wpłynął na jego usta kiedy wyobraził sobie drobną, ciemnowłosą kobietę wśród półek wypełnionych słoiczkami z różnego rodzaju herbatami i naparami. Zapach z pewnością był niesamowity, a ona poruszała się między nimi bez najmniejszego problemu, wiedząc co odpowiada klientom i jak zmieszać je ze sobą odpowiednio by uzyskać pożądany efekt. Widział uśmiech na jej twarzy, chociaż nie znał jej twarzy. Zrobiło mu się ciepło na samo wyobrażenie tego wszystkiego. Co się więc z nią stało? Dlaczego zniknęła tak nagle, nikomu nie dając znać? Czy groziło jej jakieś niebezpieczeństwo? Czy odeszła szukając innego życia? A przede wszystkim, dlaczego nie skontaktowała się z nim?! Przecież wysyłał do niej listy, chociaż nie był pewny czy na pewno do niej dotarły. Czy skoro jak twierdził ojciec kochała go całym sercem to dlaczego nie szukała z nim żadnego kontaktu?
Uniósł wzrok na Kennetha i lekko pokiwał głową.
- To pierwsze informacje jakie kiedykolwiek do mnie dotarły odkąd zacząłem szukać. - odezwał się cicho - Dla mnie to skarbnica wiedzy, namacany dowód na jej istnienie. - uśmiechnął się delikatnie - Nie masz pojęcia ile to dla mnie znaczy. Nigdy ci się nie odwdzięczę za to co zrobiłeś. - zacisnął dłonie.
To jednak nie był koniec poszukiwań, do tego było jeszcze daleko. Wiedział, że nie spocznie dopóki jej nie spotka, dopóki nie spojrzy na nią własnymi oczyma i nie będzie w stanie z nią porozmawiać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:19 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.