• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, 72A Sandringham Rd > Salon
Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
03-11-2025, 21:24

Salon
Największe pomieszczenie domu, które wita gości prosto z korytarza. Usytuowany w kształcie prostokąta ze drewnianą podłogą oraz jasnymi, żółtymi ścianami. W salonie ciągle odczuwalny jest duch babci Francesci – Ingrid. Wystrój został delikatnie zmieniony, lecz jej liczne ulubione książki nadal znajdują się na półkach, wśród nich talmud i O powstawaniu gatunków. Wygodna kanapa umieszczona jest przy ścianie, ułożone na niej są liczne poduszki i kocyk. Jest to miejsce ze licznymi roślinami, obrazami i małymi ozdobnymi elementami, które uwielbiała kolekcjonować. Przykładowo na jednej z półek można znaleźć mały posąg lwa, elegancki zegar i świecę chanukową. Zdjęcia na ścianach są nieruchome, wszystkie mugolskie przedstawiające zarówno członków rodziny, jak i uchwycone momenty życia Londynu przez Ingrid. Największa fotografia to kopia słynnego zdjęcia numer 51 przedstawiająca odbicie promieni X na oczyszczonym DNA.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Leonie Figg
Akolici
i dug my heels into the gravel, as evidence for you to unravel. can you find me?
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
26-02-2026, 12:16
Oczywiście, że pamiętała rodziców Fran. Pamiętała wakacje, podczas których odwiedzała rodzinę Goldsmith, zostając na tydzień lub dwa pod ich opiekuńczym skrzydłem, żeby mogła spędzić więcej czasu ze szkolną przyjaciółką. Pamiętała ich uprzejmość, otwartość i zdolność do zaciekawiania światem, który nie był dla Leonie zbyt naturalny. Pamiętała to wszystko i dlatego jej wewnętrzny konflikt rósł jak rozprzestrzeniająca się w tkankach choroba. Po tym, co zrobił jej Colin, wyparła się sympatii do mugoli, obarczyła ich swoją nienawiścią, kogoś musząc nienawidzić po tym, jak oprawca powiesił się i odebrał jej szansę na sprawiedliwość. Czy mogła być niekonsekwentna i wykluczyć państwa Goldsmith z ognia swojej goryczy i gniewu, przymknąć oko na ich pochodzenie, otoczyć ich swego rodzaju parasolem ochronnym? Nie wiedziała. Rozdarta między miłymi wspomnieniami i chorobliwą żądzą zemsty za swoje krzywdy, poczuła, że przywołanie w rozmowie Liselotte Ginsberg opadło na jej żołądek jak połknięty kamień. Chyba dlatego nie odpowiedziała inaczej, niż kiwnięciem. Leonie nie chciała ryzykować, że jeżeli otworzy usta, wydrze się z nich jakikolwiek jadowity komentarz, niezależny od jej intencji, zaplątany w miąższ kręgosłupa od ponad dwóch lat. W zaufanym towarzystwie już z tym nie walczyła. Moira i Jasper wiedzieli o skali jej gorączki, Morty i Keith tak samo - choć temu ostatniemu nie przyznała się do powodów swojego zniknięcia.
- Och? - zaciekawiła się zaanonsowanymi przez Fran wynalazkami. - Opowiesz, o czym dokładnie myślałaś? Nie martw się, nie wyniosę stąd twoich patentów... - zaśmiała się z zakłopotaniem, nie kokieteryjnym, a szczerym. Goldsmith mogła przecież posądzić ją o parszywe zamiary. Mogła ukrywać swoje plany w obawie przed tym, że Leonie z finansowym nożem na karku spróbuje zamienić informacje i pomysły na monety. Nie zrobiłaby tego jednak. Nie po tym, jak dawna - obecna? - przyjaciółka stanęła w jej obronie. Jak jej wybaczyła.
Jasper faktycznie był dobrym człowiekiem. Jednym z najlepszych, iskrą, która na nowo rozpaliła w niej życie, impulsem potrzebnym do zrzucenia z siebie ołowianego płaszcza, który uszył dla niej Colin - czy raczej rozpoczęcia procesu zdrowienia, bo droga, która ją - i ich - czekała, nie była łatwa ani krótka. Nie tyle obudził w niej wspomnienia własnej siebie, co nauczył, że z tego, kim się stała, mogła stworzyć nową Leonie, wcale nie odpychającą ani pogniecioną tak, by nie dało się odczytać na niej żadnego nowego słowa. Pokazywał, że mogła krok po kroku zacząć lubić osobę, którą się stała, a kiedy do jej głowy wracały wątpliwości, czego dopuszczały się bardzo często, pomagał jej przez nie przejść. Czy była zakochana? Na takie deklaracje zdaniem Leonie było jeszcze za wcześnie. Mimo że znali się od dwóch lat, dopiero na początku marca ich relacja zaczęła nabierać tempa, a pierwsze nieśmiałe zauroczenia rozkwitły jak po bardzo długiej zimie. Ale widziała w nim kogoś, kto przypominał... prawdę objawioną. Kogoś, kto przewyższał ją w zaletach charakteru, a kto mimo ich różnic zabiegał o nią bez końca. Kogoś, kogo nie miała dość; kim nie mogła się nasycić. Czy była zakochana?
Sarnie oczy wróciły przytomnie do twarzy Fran na dźwięk jej słów, wypełniając się emocjami, które znów zakrawały na wzruszenie. To, że Goldsmith widziała w niej wartość, nie mieściło się w głowie. Wiedziała bowiem, przez co przeszła Leonie, wiedziała mniej więcej jakiego zwyrodnialstwa mógł dopuszczać się tamten mugol, i nadal? Nadal uważała ją za cenną? Za wartą? 
- Gdybyś znała wszystkie szczegóły... - urwała, lekko kręcąc głową, z chropawym zrezygnowaniem, bo i tak nie zdołałaby o nich opowiedzieć. - Pewnie wtedy zmieniłabyś zdanie - szepnęła, ścisnąwszy dłoń Fran. Zabawne, że ich palce nadal pamiętały najwygodniejszy układ wspólnego splecenia, a ona nigdy nie zapomniała ciepła skóry szkolnej przyjaciółki, ani siły, która rezonowała z oblicza krukonki, kiedy ta była czegoś pewna. - Ale dziękuję, że tak mówisz - dodała ze słabym uśmiechem; mówisz, nie myślisz, nie umiała do końca uwierzyć w stanowczość przekonania gospodyni, w to, jak pomimo wstrętnych odpowiedzi wysyłanych sowami wciąż ją doceniała. Niesamowite, że Fran nigdy nie przestała czekać, tak wierna, lojalna, cierpliwa. A kiedy zdecydowała, że może to czas wziąć krok wstecz, los i tak złożył ich ścieżki w jedno. Może potrzeba było jej zrezygnowania, jej poddania walki, żeby poskładać rozbitą porcelanę. - Śmieszne, że myślisz, że kiedy pójdziesz na randkę, to będziesz mi musiała o niej opowiedzieć. Jakbym nie zamierzała siedzieć w krzakach - mruknęła żartobliwie, choć kto wie? W szkole na pewno była zdolna do takich zagrywek.
Leonie odebrała książkę od gospodyni i przyjrzała się okładce. Nie jest to aurorska sprawa, tylko nasza. Serce w jej piersi przypominało rozgrzany miód, nadal nie dowierzając w to, że tu były, razem, że rozważały splecenie ze sobą nie tylko palców, ale też magii. Jej wzrok wrócił do Fran, gdy kiwała głową, z zaciśniętym od wzruszenia gardłem, przez które znów nie wydostały się słowa. Nie potrafiła ich znaleźć, nie potrafiła jeszcze wyrazić tego, co czuje i jak intensywna wdzięczność ją zalewa. Zrobiła to w inny sposób - została na noc. Wchodząc we własną pozostawioną tu kiedyś piżamę, której Fran nigdy nie wyrzuciła, i nieśmiało układając się obok Goldsmith na łóżku, pod ciepłą pierzyną i Helgą, która bez ostrzeżenia wskoczyła na materac i umieściła się w nogach, dosłownie - przygniatając ich stopy. Brzuch Leonie nadal pulsował, siniec już musiał malować tam swoje plamy, ale to nic. Zasnęła, czując w nozdrzach znajomy i kojący zapach przeszłości, niosący do snu jak kołysanka. Zapach przyjaciółki.

zt <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 16:20 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.