• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Wschodni Londyn > Portowy pub "Sól i Mgła" > Główna sala
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
01-11-2025, 14:09

Główna sala
Główna sala "Soli i Mgły" tętni życiem od świtu do późnej nocy. W powietrzu unosi się ciężki zapach rumu, whiskey, dymu z fajek i morskiej soli, którą marynarze przynoszą na butach prosto z doków. Drewniane stoły, porysowane nożami i zalane piwem, pamiętają niejedną burzliwą opowieść o wyprawach i sztormach na morzu. Całe pomieszczenie oświetlają lewitujące w powietrzu świece. Z boku, pod ścianą, stoi stare pianino, na którym siostra właściciela czasami umila gościom pobyt swoimi umiejętnościami muzycznymi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Morgan Warren
Nieaktywni
Oh, honey, I ain't your savior
Wiek
30
Zawód
Właściciel pubu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
5
Brak karty postaci
06-01-2026, 19:43
16 Marzec '62

Okolica Soli i Mgły nigdy nie należała do pięknych i  sympatycznych. Nocami liny cumownicze skrzypiały jak stare kości, a zapach soli mieszał się z wonią piwa i smoły. Dla Morgana miało to jednak swój urok, którego nie zamieniłby nawet na luksusową posiadłość. Widział już wszystko: sztormy, które zmywały łodzie na brzeg, powroty z połowów kończące się śpiewem do rana, a także kłótnie marynarzy, którzy po tygodniach na morzu mieli w sobie więcej gniewu niż cierpliwości.
Tego dnia tawerna była wyjątkowo pełna. Do portu zawinęły trzy statki, a ich załogi, spragnione lądu, tłoczyły się w zadymionej sali. Warren stał za ladą, wycierając szklane kufle i uważnie obserwując salę. Znał większość twarzy, wiedział, kto pije, by świętować, a kto - by zapomnieć. Pomimo tłumów, wieczór pierwotnie zapowiadał się dość spokojnie. Przynajmniej dopóki gdzieś koło północy progu drzwi nie przekroczyła dwójka nieznanych mu marynarzy. Dostali to co wszyscy inni - po szczodrej porcji ognistej - którą zabrali do ostatniego wolnego stolika, umiejscowionego gdzieś w kącie. Problemy zaczęły się niewinnie. Najpierw były tylko słowa. Ciche, kąśliwe uwagi, których sens ginął w gwarze tawerny. Morgan, kręcący się czasem między gośćmi, zwrócił na nich uwagę z jednego powodu - choć wszyscy wokół byli głośno, tylko twa dwójka wyglądała na ewidentnie wściekłą. Właściciel miał nadzieję, że skończy się na słownej przepychance - tak bywało najczęściej. Jednak gdy usłyszał trzask przewróconego kubka i zobaczył, jak starszy z dwójki nieznajomych gwałtownie wstaje, wiedział, że to nie jest zwykła kłótnia.
- Ostrożnie z tym szkłem! - zawołał donośnie. Jego głos, na co dzień chrapliwy, potrafił brzmieć jak rozkaz. - Jeśli macie jakiś problem, radzę to załatwić między sobą na zewnątrz! - nie zdążył jednak podejść bliżej, bo młodszy marynarz wstał i zamachnął się na kompana. Stół zadrżał, ławy zaskrzypiały, a rozmowy wokół ucichły. Ktoś się roześmiał, ktoś inny wstał, gotów dołączyć. Bójki w tawernach miały w sobie coś z widowiska, ale Morgan wiedział, jak szybko mogą wymknąć się spod kontroli.
Starszy marynarz jakoś sparował cios, jego napastnik zrobił krok w tył i wtedy poszło już lawinowo. Dwóch kolejnych marynarzy ruszyło, by „pomóc”, choć nikt nie wiedział komu. Kufle poleciały na podłogę, ktoś przewrócił krzesło. Warren poczuł znajome napięcie w ramionach - nie strach, raczej ciężar odpowiedzialności i irytację. To był jego lokal. Jego problem. Nie mógł pozwolić, aby to poszło dalej. Całkowite zdemolowanie Soli i Mgły oznaczało duże kłopoty, mogłoby go to całkowicie zrujnować finansowo. Wyciągnął różdżkę jako pierwszy, celując w sufit i wypowiadając pod nosem zaklęcie hukowe. Dźwięk był tak głośny i dotkliwy, jakby w środku wybuchła bombarda. Przetoczył się po sali, głośniejszy niż krzyki.
- Dosyć! - ryknął Warren. - Skończyliście się popisywać? Jak chcecie się lać po mordach, możecie wypierdalać na zewnątrz! Jeszcze jedna taka akcja, a dostaniecie  drętwotę między oczy!
Marynarze zawahali się. Większość portowców znała Morgana. Wiedzieli, że nie mówi po próżnicy. Starał się unikać otwartej konfrontacji, ale nie wahał się, jeśli sytuacja robiła się gorąca. Sól i Mgła były dla niego czymś więcej niż tylko miejscem pracy, musiał je więc chronić za wszelką cenę. Nawet jeśli musiał przez to grozić i wyrzucać klientów z lokalu.
- Ty - rudzielec podszedł do dwójki, która rozpoczęła aferę. - I ty. Won. Albo sami znajdziecie sobie dziś inne miejsce do picia, albo ja was stąd wyprowadzę. Na kopach.
Młodszy marynarz ewidentnie chciał zaprotestować. Wyraźnie spiął mięśnie i otwierał już usta, ale zanim cokolwiek powiedział, na jego ramieniu wylądowała ręka jednego ze stałych bywalców tawerny. Paul przewyższał nieznajomego niemal o głowę, a jego wygląd przeraziłby pewnie niejedno dziecko. Twarz przeorana bliznami, jedno oko zamglone bielmem, łapska jak bochny chleba. Był jednym z tych, którzy pili w ciszy, na uboczu. Prowodyr awantury został więc poniekąd osaczony, zamknięty w kleszcze między Warrenem i starym, milczącym marynarzem. Zamknął usta i otworzył je jeszcze raz, ale widząc spojrzenie gospodarza, tylko splunął na bok i ruszył ku drzwiom, wyrywając swoje ramię z uścisku Paula. Drugi awanturnik bez słowa podążył za nim. Reszta bójki wyciszyła się tak szybko, jak powstała. Kilku marynarzy pomogło podnieść ławy, ktoś machnięciem różdżki posprzątał potłuczone kufle. Gwar powoli wrócił, choć był już cichszy, ostrożniejszy. Warren stał jeszcze chwilę pośrodku sali, upewniając się, że wszystko jest pod kontrolą. Dopiero wtedy wrócił za ladę. Paul w podzięce za swoją milczącą pomoc otrzymał kufel ognistej za darmo. Gdy Morgan nalewał napitek, ręce mu lekko drżały, ale twarz pozostała spokojna. Wiedział, że jutro znów ktoś się pokłóci, znów trzeba będzie rozdzielać ludzi zmęczonych morzem i sobą nawzajem. Cieszył się tylko z tego, że tego dnia jeden ze starych bywalców był obecny - a także że jego siostra wybrała dziś inne zajęcia niż pomaganie w tawernie. Nigdy nie chciał, aby oglądała go w takim stanie -  rozgniewanego, rzucającego przekleństwami, grożącego innym. Do hołoty rzadko jednak dało się przemówić słowami i rozsądkiem. Ten świat był prymitywny i dość dziki. Często jedyne prawo uznawane przez ludzi morza, było prawem silniejszego. Jeśli więc Morgan musiał kogoś zgnoić, aby zachować porządek, był na to gotowy każdego dnia.

[zt]
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:46 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.