• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Cieplarnie
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-10-2025, 12:46

Cieplarnie
Cieplarnie Hogwartu lśnią w słońcu niczym rząd szklanych klejnotów rozrzuconych u stóp zamku. Wewnątrz panuje wilgotne, gęste powietrze przesycone zapachem ziemi, żywicy i czegoś trudnego do nazwania – subtelnej nuty magii, która zdaje się drgać wśród liści. Rzędy donic, pnączy i korytek ciągną się pod szkłem, a między nimi przechadzają się uczniowie w znoszonych rękawicach i fartuchach, szeptem powtarzający zaklęcia pielęgnacyjne. W kątach cieplarni połyskują fiołkowe kwiaty, które zamykają się na dźwięk kroków, a z podszycia można usłyszeć ciche syknięcie młodego diabelskiego sidła.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Colette Rineheart
Czarodzieje
Peindre l'amour, Peindre la vie, Pleurer en couleur
Wiek
31
Zawód
malarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
9
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
8
12
Brak karty postaci
03-01-2026, 01:03
Musiała przyznać, że bawiła się tutaj całkiem dobrze. Może to po prostu spotkanie dawnych znajomych sprawiło, że poczuła się jakby czasy szkolne nie były tak daleko, a przynajmniej nie te, które tak dobrze kojarzyła. Może to fakt, że szkoła jawiła się w jej podświadomości jako ucieczka przed tym, co niebezpieczne, czym w końcu było codzienne życie w czasach wojny, nawet jeżeli było się czarodziejem. Inną sprawą było to, że sama w szkole była niczym interesująca roślina, przywabiając innych swoją egzotyczną formą, trzymając ludzi w swoim darze i talencie.
Dzisiejszy wieczór był niezwykle przyjemny, ale każdy czasem potrzebował chwili oddechu. Jeden z kolegów Neda postanowił wyciągnąć go na dodatkową kolejkę i obgadanie ostatniej sprawy, więc nie miała problemu z tym, aby puścić go „samopas” – nie chciała musieć uśmiechać się do mężczyzny który opowiadał, jak to samodzielnie wyciągnął kogoś z tarapatów (nie miała nawet pojęcia, jak ten człowiek dokładnie się nazywał, ale nie czuła aby kiedykolwiek miało to znaczenie, nie będzie go przecież zapraszać na najbliższe obiadki).
Obiecała Nedowi że spotkają się w holu za godzinę, samej w międzyczasie zmierzając w kierunku szklarni. Jeżeli coś w tym zamku mogło ją zainteresować, zdecydowanie było to miejsce pełne roślin, zwłaszcza jeżeli mieli coś mniej typowego, o czym mogłaby potem napisać w liście do domu – mimo tego, że jej ojciec nie zawsze umiał powiedzieć, co akurat krążyło mu po głowie, dla niego i Colette wspólną pasja potrafiła ich połączyć.
Jednocześnie, nie chciała zanudzać męża wykładami na temat kolejnych roślin o którym właściwościach wiedziała więcej, niż przeciętny człowiek (i czego nie omieszkała czytać synowi w ramach wieczornego czytania), dlatego każda roślina stanowiła mały świat który można było odkryć. Nie spodziewała się jednak, że przy wyjściu z zamku wpadnie na kogoś, ledwie unikając zderzenia się z czyimś ramieniem. Już miała zrugać nieznajomego za nieuważne zachowanie kiedy tylko zobaczyła, kogo właściwie zdążyła tutaj poznać.
- Kei! – Wciągnęła go w objęcie, całując na przywitanie w obydwa policzki, z goła po francusku, tak jak robiła to za każdym razem, kiedy mieli okazję się spotkać. – Jak się tu bawisz? Nie wiedziałam, czy się zobaczymy, ale to cudowne spotkanie. Jak ci mijają dni? Mam wrażenie, że nie widziałam cię całe wieki, ale może po prostu bycie mamą siedzi w mojej głowie już non stop. Leon ma się bardzo dobrze, tak w ogóle, czasem pyta czy pójdziemy odwiedzić wujka z krewetki. Nie pytaj czemu się na to uparł, ale spróbuj wyperswadować coś czterolatkowi, nie da się. – W międzyczasie ujęła go pod ramię, kierując ich oboje w stronę cieplarni. – Chodź, przejdziemy się, mam wrażenie że w całym miejscu nie ma zbyt wiele ciekawego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
03-01-2026, 16:35
Kiedy wracał myślami do czasów szkolnych nie zawsze miał dobre wspomnienia z nią związane. Jako, że widocznie wyróżniał się z tłumu często, zwłaszcza na początku, był celem wielu żartów. Był czas kiedy bardzo chciał się wpasować, być lubianym, a przede wszystkim zaakceptowanym. Potrzebował dużo czasu aby zorientować się, że ilość znajomych nie definiowała go jako człowieka. Udało mu się zyskać kilka znajomości, które przetrwały do tego dnia. I to właśnie z tymi osobami łączyły się jego najlepsze wspomnienia ze szkoły. Mimo wszystko wrócił tutaj chętnie. Dobrze było znów zobaczyć stare mury, przejść się tak dobrze znanymi korytarzami, zajrzeć do klas, w których spędzał tyle czasu. Uczeń był z niego raczej przeciętny, raczej nie przykładał się za bardzo do nauki co wypluwał sobie po latach. Im starszy był tym bardziej do niego docierało, że gdyby tylko bardziej uważał na lekcjach jego wiedza byłaby większa. Co prawda nie narzekał na swoje życie, było spokojne, unikał kłopotów i żył sobie z dnia na dzień na swoich zasadach.
W szkole najbardziej podeszły mu zajęcia z zielarstwa. Zawsze odnajdował się wśród roślin, miał do nich rękę i to właśnie z tego przedmiotu miał najlepsze oceny. Teraz dawało mu to przewagę, bo kiedy pomagał w aptece pani Lian miał większe pojęcia o składnikach maści, bo w końcu chińska medycyna skupiała się przede wszystkim na roślinach. Co prawda nadal rozwijał tą wiedzę, zwłaszcza teraz kiedy brał dwutaktowo lekcja z magii leczniczej i eliksirów. Poświęcał temu dużo czasu, chcąc z czasem zyskać na tyle duża wiedzę aby móc pomagać na szerszą skalę.
Kiedy zajrzał w kilka miejsc w szkole postanowił w końcu wybrać się do szklarni. Był ciekaw co się tam zmieniło, może dołożyli kilka nowych roślin albo chociaż rozbudowali je bardziej. Minęło sześć lat odkąd ostatnio jego noga postanęła w tym miejscu był więc dużo mogło się zmienić. Drogę znał na pamięć, skorzystał więc z kilku skrótów i już chwilę później przeszedł przez duże drzwi prowadzące do cieplarni. Zatrzymał się tuż za nimi i przez moment chłonął znajomy zapach ziemi, który było czuć w powietrzu. Lekko uśmiech pojawił się na jego ustach, kiedy przypomniał sobie pierwszy raz gdy przekroczył ten prób, to było miłe uczucie. Z zamyślenia jednak wyrwało go szturchnięcie w ramie. Kompletnie nie zdawał sobie sprawy, że w zasadzie torował wejście. Obrócił się od razu chcąc przeprosić za kłopot kiedy zauważył znajomą twarz, co wywołało szeroki uśmiech na jego twarzy.
- Lottie! - objął ją na powitanie i standardowo dał się wycałować w poliki.
Pamiętał, że za pierwszy razem był zaskoczony takim powitaniem, ale teraz już do tego przywykł. To była naprawdę miła odmiana od zwykłego uściśnięcia dłoni. Colette była pierwszą osobą jaką poznał o podobnej urodzie poza społecznością w Cardiff. Był naprawdę zachwycony, że nie jest jedyny, bo tak o sobie wtedy myślał. Ona również nie pochodziła z rodziny w pełni azjatyckiej, tak jak on i to chyba był jeden z głównych czynników dlaczego tak dobrze się rozumieli. Dodatkowo wręcz uwielbiał jej synka, mały Leon zajmował go całkowicie kiedy tylko mieli okazję się zobaczyć.
- Jeju jak dobrze cię widzieć! No prawda jest taka, że faktycznie dawno się nie widzieliśmy, trzeba to zdecydowanie nadrobić. No ja się też stęskniłem za tym małym urwisem, zdecydowanie coś muszę mu przynieść podczas kolejnej wizyty, ale też zapraszam serdecznie do Krewetki, sam zrobię wam coś dobrego. - uśmiechnął się do niej szeroko, po czym bez żadnego gadania dał się jej prowadzić dalej - Nie? No to zdecydowanie nikt cię poważnie nie oprowadził. Przyszłaś z Ned’em? - zagadnął - Jeśli tak to należy mu się nagana, że nie pokazał ci najciekawszych miejsc w szkole. Ale nie skromnie powiem, że szklarnie są naprawdę super. Jedno z moich ulubionych miejsc w szkole.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Colette Rineheart
Czarodzieje
Peindre l'amour, Peindre la vie, Pleurer en couleur
Wiek
31
Zawód
malarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
9
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
8
12
Brak karty postaci
06-01-2026, 14:52
Nie unikała stwierdzeń że szkoła, do której przyszło jej uczęszczać, wzbudzała w niej wielką sympatię. Wszystkie zajęcia artystyczne, grono znajomych, przejmowanie się, kto zagra główną rolę w najnowszym przedstawieniu, te wszystkie drobne problemy które kiedyś urastały do wagi kończących świat wydarzeń. Teraz były to jedynie opowieści, historie które jej syn chłonął niczym gąbkę, czekając na czas w którym to on przestąpi próg szkoły, zyska takie same szanse jakie miał jego tata i jakie miała jego mama. I że też będzie mieć kolegów i koleżanki na których będzie mógł polegać.
Sama Colette za to miała wrażenie, że czasy szybko staną się bardziej skomplikowane, przynajmniej dla niej. Miała nadzieję, że Leona nie będzie to borykać, bo pamiętała bardzo dobrze widmo strachu za każdym razem, kiedy samoloty przelatywały nad jej głową albo kiedy ziemia drżała. Emocje te miały zostać z nią za każdym razem, kiedy będzie rozmyślała o przyszłości syna i przyszłych potencjalnych dzieci, mając nadzieję, że ich losy nie będą tak skomplikowane i że świat spojrzy na nich łaskawiej.
Teraz jednak świat podstawił jej dawno niewidzianą twarz, przynosząc jej tym dużo szczęścia. Keith i ona od razu zaskoczyli gdy tylko się zobaczyli, bo bycie innym w ich wypadku było niesamowitą podstawą do nawiązania znajomości. Od jednego słowa do drugiego poznali się nawzajem, wymieniając się doświadczeniami które w ich wypadkach powtarzały się niezmiennie. Fakt że uwielbiał Leona na pewno bardzo szybko skradł jej serce.
- Gdzie ta przystojna twarz się chowa ostatnimi czasy? Przysięgłabym, że wyglądasz co raz chudziej w tej całej formie. – Ucałowała obydwa policzki na powitanie, spoglądając na jego sylwetkę w eleganckim stroju. – Mam nadzieję że nie jesz tego obrzydliwego angielskiego jedzenia, będzie mi przykro jeżeli się okaże, ze się na nim marnujesz. – Niewiele dobrych rzeczy mogła powiedzieć o tym kraju, a już zdecydowanie nie o lokalnej kuchni. Cały wieczór lawirowała między stołami aby wybrać kuchnię francuską.
- Bardzo chętnie, Leon się na pewno ucieszy, ostatnim razem kiedy tam przyszedł to cała kuchnia się nad nim zachwycała. Ale jeżeli wolisz nieco bardziej kameralne spotkanie to wpadnij do nas, lubię wykorzystywać możliwości odwiedzin aby ugotować coś dobrego. Musisz próbować więcej kuchni z dobrych państw! – Może i nie znała doskonale drogi, ale wielki budynek z roślinami był trudny do pominięcia w całej okolicy. No i zapach roślin ciężko było pominąć, bo nawet kiedy znajdowały się pod zadaszeniem, zapachy niosły się same w sobie.
- Jestem z Nedem, pokazał mi tyle ile mógł, ale sam zamek jest absolutnie ponury. Czekam dalej na ten magiczny szkocki powab, ale jakoś do mnie nie trafia. Chyba, że masz jakąś tajemnicę, którą powinnam odkryć w tym zamku, ale mam co do tego spore wątpliwości – wbiła w niego spojrzenie, zaraz rozchmurzając się i otwierając drzwi do szklarni, ciekawa na co wpadną tam oboje.
Kość zdarzenia 1x: Irytek
Korytarze zamku dudnią echem kroków absolwentów, ale gdzieś ponad głowami słychać znajomy chichot. To Irytek, psotliwy poltergeist Hogwartu, który nie mógł przepuścić okazji, by pojawić się na zjeździe. Krąży nad tłumem, przewraca łańcuchy świeczników i co chwila zatrzymuje się przy kolejnej ofierze, gotów do złośliwego komentarza.
„Absolwent, mówisz? Z taką miną to dyplom dostałbyś co najwyżej z obierania cebuli!”

Oczy zalewają się łzami, a nos szczypie tak, jakbyś właśnie kroił całą skrzynkę cebuli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
09-01-2026, 18:39
Podejrzewał, że szkoła, do której uczęszczała Colette różniła się do Hogwartu. Była chyba jedyną znaną mu osobą, która ukończyła francuską Akademię Magii. Podobnie jak mały Leon, chłonął jej opowieści o szkole, ciekaw jak tam jest. Hogwart znał, o tym nie musiał słuchać, ale inna szkoła, tak to było ciekawe. Zastanawiał się czasami czy gdyby nie opuścił Singapuru to poszedłby do chińskiego odpowiednika takiej szkoły jak jego mama czy ojciec jednak nalegałby by mimo wszystko uczęszczał do szkoły w Szkocji. Niestety przez wojnę nigdy miał się tego nie dowiedzieć. Colette była od niego starsza, pamiętała wojnę o wiele lepiej niż on, bo kiedy ona rozpoczynała swoją naukę, on całkiem niedawno nauczył się chodzić. Może to i lepiej, że nie pamiętał tego wszystkiego, wystarczyło mu to, że przez mugolską wojnę stracił kontakt z matką i po dziś dzień go nie odzyskał, chociaż robił wszystko co w jego mocy by doprowadzić do ich ponownego spotkania.
Nie zmieniało to jednak faktu, że cieszył się iż było mu dane poznać panią Rineheart. Najpierw zobaczył małego Leona, chłopca, który odznaczał się swoim wyglądem, podobnie jak on sam, a potem spotkał jego matkę. Kliknęło szybko, nawiązali nić porozumienia, którą tylko oni mogli by mieć. Dwie osoby, różniące się nie tylko wyglądem, ale również krajem pochodzenia, niby różne, a jednak tak bardzo do siebie podobne. Keith po prostu nie mógł jej nie lubić, tak jak nie mógł nie uwielbiać Leona, który wołał na niego per wujek.
- Niezmiennie w Cardiff moja droga. Czasami zahaczam o Londyn kiedy pan Hao potrzebuje wysłać kogoś po dostawę i dziwnym trafem zawsze ma mnie wtedy pod ręką. - zaśmiał się kręcąc głową z rozbawieniem - Ucieszy cię wieść, że głównie stołuje się w Krewetce, chociaż wychowałem się na angielskim jedzeniu, to kiedy raz zasmakujesz w chińszczyźnie to już nigdy nie chcesz nic innego. - powiedział z uśmiechem - I nie powiedziałbym, że schudłem, to raczej mięśnie. - poruszał zabawnie brwiami.
Czasami zjadł coś typowo angielskiego kiedy zaglądał do Pod Mewy i Księżycem, chociaż ostatnio raczej rzadko tam bywał. Nadal jeszcze nie do końca udało mu się uporządkować myśli, które kłębiły się w jego głowie na temat Riven i tego, że ta jest teraz z Kenneth’em. Zdecydowanie udusi Grubego następnym razem za to, że nie ostrzegł ich przed tym, że w klubie, który mu polecił i się do niego udał z Riven, rozpylają opium. Gdyby nie to na pewno nie wylądowałby z nią w łóżku i nic by się tam nie pokomplikowało.
- Słuchaj możecie najpierw wpaść do mnie, a potem ja wpadnę do was. Chętnie spróbuje twojej kuchni, jestem przekonany, że jest wyśmienita. - uśmiechnął się do niej szeroko.
Słysząc jej słowa na temat szkoły mimowolnie zaśmiał się cicho.
- No a czego się spodziewałaś po zamku zbudowanym w dziesiątym wieku? Nie wiem czy od tamtej pory cokolwiek w nim zmieniono, oprócz zwiększonych środków ostrożności i zabezpieczeń. - pokręcił głową patrząc na nią - W tym budynku skrywa się wiele tajemnic, nie wiem czy komukolwiek udało się je wszystkie odkryć. Krąży wiele historii i legend szeptanych między uczniami na korytarzach i w pokojach wspólnych. - uśmiechnął się łagodnie - Jak wspomniałem, ja najbardziej lubię właśnie szklarnie gdzie odbywają się zajęcia z Zielarstwa no i tereny zielone są również piękne. Chociaż ja zawsze lubiłem najbardziej zamek w zimie.. - zaczął swój wywód kiedy przekroczyli drzwi prowadzące do cieplarni, gdy do jego uszu dotarł aż nadto dobrze znajomy chichot.
Croft skrzywił się niezadowolony, zaciskając mocno szczęki. W swoim czasie nie jednokrotnie bywał celem żartów i psikusów Irytka i to była chyba jedyna figura, która kojarzyła mu się tylko źle. Wtedy był na to wszystko bardziej podatny, teraz już wykształcił sobie odporność na różnego rodzaju drwiny, ale po tym irytującym bycie nigdy nie wiadomo czego można było się spodziewać.
- Idź w cholerę Irytku! - rzucił w kierunku poltergeista, ale po chwili tego pożałował.
Poczuł jak zaczynają go szczypać oczy, z których po chwili polały się łzy, a nos kręcił go tak, że już po chwili zaczął go pocierać nosem.
- Na gacie Merlina…no jego to mi nie brakowało. - pokręcił głową mrugając szybko, a łzy dalej lały się po jego policzkach kiedy niezwykle rozbawiony Irytek ze śmiechem na ustach poleciał dalej szukając kolejnej ofiary swoich przyszłych żartów - To Irytek, szkolny poltergeist, nigdy nie odpuszcza jeśli widzi okazję do żartu albo jakiegoś wyzwiska. Cholerny duch, mogli go zamknąć na ten dzień gdzieś. - pociągnął nosem dalej ocierając policzki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:46 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.