• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Restauracja "Złota Krewetka" > Bar
Bar
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-10-2025, 13:14

Bar
Za barem można obserwować jak kucharz uwija się aby przygotować zamówione dania, a miła obsługa zawsze doradzi w wyborze jedzenia, które z trafi w twoje gusta. Barman uśmiecha się zza baru i zawsze gotów jest porozmawiać z gośćmi. W lokalu panuje miła i spokojna atmosfera, każdy może się tu poczuć mile widziany.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
20-02-2026, 18:42
Czemu mu tak cholernie zależało żeby się wszystkiego dowiedzieć? Po co mu to było? Nie rozumiał tego. Nie przypominał sobie żadnej sytuacji z przeszłości żeby Kenneth tak uparcie drążył jakiś temat. Po tej nocy kiedy przespał się z Riven i miał okropnego moralniaka chciał mu podać pomocną dłoń, ale mimo wszystko nie drążył tematu przyjmując jedynie to co Croft mu powiedział. Był mu wtedy wdzięczny, ale teraz, kiedy tak o tym wszystkim myślał, zastanawiał się czy nie popełnił błędu nie mówiąc mu co go wtedy trapiło. Może gdyby wyjawił prawdę, Fernsby nie zaproponowałby takiego, a nie innego układu Riven? Może w ogóle by się do niej nie zbliżył albo chociaż czekałby aż oni sami sobie to wyjaśnią. Teraz jednak było zdecydowanie za późno, Kenneth nie wiedział, domyślał się, że Riven też mu nie powiedziała, plus dziewczyna nie wiedziała co się dzieje w głowie Crofta. Spartolił sprawę, a kiedy już chciał ją wyjaśnić, odsłonić się ze swoimi uczuciami było za późno, zobaczył ich na tym pomoście i wiedział, że przegrał.
Nie odrywał wzroku od mężczyzny kiedy ten zaczął do niego mówić. Chciał znać jego wersje wydarzeń? Przecież nie była ona inna niż ta, którą przedstawiła mu Riven, ona wiedziała doskonale co on czuje, mogła szczegółowo opowiedzieć wszystko kapitanowi.
- Po co? Czemu tak usilnie chcesz się dowiedzieć? - spytał biorąc wdech przez nos, czując jak napięcie przechodzi na jego ramiona - Co ci to da jak się dowiesz? Nie widzisz, że nie chce o tym rozmawiać? Że to wszystko jest zbyt świeże dla mnie? - uniósł brew ku górze.
Czy on naprawdę myślał tylko o sobie? Dlaczego nie mógł spojrzeć na cała tą sytuację z jego perspektywy? Że to było za wcześnie, że sobie jeszcze z tym nie poradził, że potrzebuje czasu. Przecież znał go już wystarczająco długo, aby wiedzieć, że Croft nie był aż tak mocny psychicznie jak on sam. Oczywiście, chciałby żeby to wszystko po nim spłynęło, aby się tym nie przejął i mógł dalej kontynuować znajomość z Riven na takich samych zasadach jakie były wcześniej. Sam nie spodziewał się, że to wszystko tak na niego wpłynie, że jedna noc, jeden błąd może przynieść ze sobą tak dalekosiężne konsekwencje. Z przyjemnością by o tym wszystkim zapomniał, wypił jakiś eliksir, użył jakiego zaklęcia, ale nie mógł…nie dlatego, że nie potrafił, ale dlatego, że to by było nie fair w stosunku do Riven, nie po tym co się wydarzyło.
- Nie chodzi o to czy mi się to podoba czy nie. - pokręcił głową - Podjęła swoją decyzję i nie zmieni zdania, nawet jeśli nie mam bladego pojęcia w co się pakuje…taka już jest. - powiedział obserwując w napięciu jak Kenneth podnosi się z miejsca.
Nawet nie drgnął kiedy się do niego zbliżył, nie oderwał wzroku. Nie był już takim tchórzem jak w czasach szkolnych, takie akcje nie robiły na nim wrażenia. Może i Kenneth był od niego z cała pewnością bardziej doświadczony i te dwa czy trzy centymetry wyższy, ale nie robiło to na nim żadnego wrażenia.
- A jak to inaczej nazwiesz, co? Musiałeś dać wszystkim do zrozumienia, że jest twoja. - prychnął - Pochwalić się światu, że udało ci się ją zdobyć. To jest obrzydliwe, takie traktowanie jej przedmiotowo. - pokręcił głową nie odrywając od niego spojrzenia brązowych oczu, które w tym momencie, pod wpływem emocji co jakiś czas falami zmieniały kolor.
Brew lekko powędrowała ku górze, kiedy usłyszał kolejne słowa. Tak, brzmiały jak coś co mogłaby powiedzieć Riven. Przecież nawet podczas tego nieszczęsnego tańca próbowała za wszelką cenę ratować sytuację, to on był wtedy nie ugięty. To on, raz w życiu zachował się egoistycznie i postanowił zadbać o siebie. Teraz oni wszyscy mu to utrudniali.
- To nie jest jej wina. - pokręcił głową - To nigdy nie była i nie będzie jej wina. To ja spierdoliłem sprawę. Ale nie zmienia to faktu, że nie chcę i nie mogę jej teraz widzieć, ani się z nią spotykać. - dodał po chwili po czym westchnął i zaciągnął się ostatni raz papierosem, a niedopałem skruszył w palcach, sprawiając, że popiół spadł na ziemie. Nie ważne, potem i tak to wszystko posprząta.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
20-02-2026, 20:10
-Szacuję jak bardzo chcesz dać mi w twarz i jak wszystko może się zmienić. - Odpowiedział bez owijania w bawełnę. Musiał wiedzieć jak wielkie emocje targają Croftem i jak bardzo ta dwójka jest zraniona. Wychodziło na to, że mógł być mediatorem lub pozwolić im rozstrzygnąć to samym. Wybierał drugą opcję. Nie oczekiwał zwierzeń, daleko mu było do kogoś kto będzie roztaczał wokół siebie ciepło i starał się pocieszyć. Skupiał się na tym co człowiek mógł zrobić tu i teraz. Na rozwiązaniach nie zaś zatracaniu się w emocjach i własnym żalu. Naciskał, bo był sam w to zamieszany. Stał pomiędzy nimi i czuł w trzewiach, że obydwoje mogli winić jego za całość sytuacji. Gdyby się nie zjawił, nie zamieszał, nie sięgnął, jak to miał w zwyczaju, po to czego pragnął. Nie miał też zamiaru z tego powodu się biczować. Croft był jego kumplem i w normalnych okolicznościach starałby się mu pomóc, ale teraz mieli konflikt interesów.
Widział, że z Croftem dzieje się coś niedobrego. Nie chodziło tylko o słowa. W tawernach i na pokładach ostrzejsze rzeczy padały między ludźmi, którzy potem dzielili jedną butelkę rumu. Chodziło o to, jak Croft stał. Jak zaciskał szczękę. Jak jego palce drżały, kiedy zaciągał się papierosem. Jak patrzył na samego Kennetha. Poczucie winy, zmieszane z zazdrością i gniewem. Na zarzuty nie odpowiedział od razu. Oparł się o kant stołu, splótł ramiona na piersi. Nie dlatego, że chciał wyglądać na większego, czy że chciał go onieśmielić. Po prostu musiał dać mu przestrzeń, żeby wyrzucił z siebie to, co w nim kipiało. Widział ten chaos. Widział, że Croft sam ze sobą nie wygrywa. Że próbuje jednocześnie być lojalny wobec przyjaciółki i uczciwy wobec własnych uczuć. Nie chciał mieć w nim wroga. Nie był tu po to, by onieśmielać. Nie był tyranem ani kolekcjonerem trofeów. Był mężczyzną, który stał przy swoim wyborze. I który nie zamierzał rezygnować tylko dlatego, że komuś pękło serce. Nawet jeżeli był to dobry kumpel.
-Nie będę ci mówić co masz robić, albo czego nie robić. Nie zadam ci pytania, co by było gdyby, bo nie ma to najmniejszego sensu. - W jego głosie nie było kpiny. Za to wyraźnie wybrzmiało zmęczenie. Wiedział, że bywa twardy. Nie wyrażał się tak gładko jak liczni poeci. Nie umiał być delikatny w sposób, którego oczekiwali ludzie roztrzaskani niczym drogocenny wazon.-Zadam ci to samo pytanie, jakie zadałem Riven. Co masz zamiar z tym zrobić? - Spojrzał mu prosto w oczy, a potem odbił się od stołu. Powoli skierował się do wyjścia. Nie miał zamiaru dłużej torturować chłopaka swoją obecnością. -Nie zrobiłem nic złego. Nie trzymam jej na łańcuchu. Nie kupiłem jej. Nie zmusiłem.
Przystanął przy wyjściu. Odsunął skobel drzwi, które wcześniej zamknął Keith. Nie będzie przepraszał za uczucie. Za to, że ktoś go wybrał. Ale też nie zamierzał deptać Crofta i jego uczuć. Jednak jeszcze jedną rzecz musieli sobie wyjaśnić. Miał dość oskarżania go o coś, czego nie zrobił. -To informacja, że jest pod moją opieką. - Nie podniósł tonu głosu o jotę, a jednak był znacznie chłodniejszy niż wcześniej. -Długie rejsy sprawiają, że nie mogę być wciąż obok, a to znak dla innych, że jeżeli jej włos z głowy spadnie będą odpowiadali przede mną. Atak wymierzony w Riven, jest również atakiem w moją stronę.
Irytowało go to, że musi się tłumaczyć z rzeczy, które są oczywiste. Z drugiej strony wiedział, że zapracował sobie na taką, a nie inną opinię i teraz kosztował jej goryczy. Najbardziej uderzało, że to kumpel mu ją serwował. Ważne jednak, że inni w porcie wiedzieli, że panna Thorne jest pod pieczą Kapitana Złotej Łani. Otworzył drzwi i spojrzał na Crofta przez ramię nim opuścił lokal.-To moja obietnica, że jestem tylko jej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
20-02-2026, 22:16
Oj a świerzbiły go ręce w tym momencie bardzo. Chciał dać upust tej złości, tej frustracji, która go w tym momencie owładnęła. Fizyczne wyładowanie się w tym momencie na pewno by pomogło, ale nie wiedział tylko na jak długo. I chociaż naprawdę z przyjemnością trzasnąłby teraz Fernsby’iego, to co by mu to dało? Nie ważne jak bardzo chciał go winić, nie mógł, nawet jeśli jego gniew był teraz skierowany na kapitana. Kenneth po prostu zrobił to co Kenneth robił najlepiej. Wziął to co chciał, a że nikt nie oponował, to jemu to odpowiadało. Nie mógł go winić za to jaki i kim był, bo przecież doskonale zdawał sobie sprawę. Jednak mimo wszystko teraz był na niego zły, chociaż tak naprawdę nie miał ku temu podstaw, ale targany różnymi, bardzo silnymi emocjami, w tym momencie wyznaczył go sobie jako kozła ofiarnego. Potem pewnie będzie to sobie wyrzucał, ale teraz go to nie obchodziło.
- To nic nie zmieni. - pokręcił głową, po czym westchnął ciężko - Ja dam ci w pysk, ty mi oddasz i żadnemu nie będzie lepiej. - powiedział.
Chociaż gotowało się w nim, to nawet na moment nie odrywał spojrzenia od mężczyzny. Obserwował go uważnie, analizując jego postawę i mimikę, ale oprócz tego, że wydawał się niewzruszony w ułożeniu swojego ciała, o tyle z twarzy nie potrafił wyczytać nić. Nie cierpiał tej jego cechy. Kiedyś mu imponowała, teraz jednak jedynie irytowała. Ile by dał żeby być w stanie zachować tak kamienna twarz. On nie potrafił, nigdy nie był w tym dobry, nawet teraz przegrywał ze swoimi emocjami, chociaż nadal starał się je trzymać na wodzy. Kosztowało go to dużo siły i energii i zaczynał to już odczuwać powolnym pulsowaniem w skroniach.
Co by było gdyby? Myślał o tym wielokrotnie w przeciągu tych ostatnich kilku dni. Byłoby lepiej, byłoby dobrze, to na pewno. Żyliby w zgodzie, ona by nie płakała, on by nie chodził wiecznie wkurzony i wszystko byłoby inaczej, może nawet lepiej. Może udałoby mu się stworzyć z Riven co, czego nie udało mu się stworzyć z żadną inną kobietą. Te rozmyślania jednak nie miały najmniejszego sensu tak jak powiedział Kenneth, bo to nigdy nie dojdzie do skutku. Spartolił sprawę i tego nie dało się odkręcić.
Nie odpowiedział od razu. Nie dlatego, że nie wiedział co, ale dlatego, że się po prostu tego pytania nie spodziewał. Patrzył jak kapitan odbija się od stołu i jak kieruje się w stronę drzwi. Rozluźnił lekko uścisk palców na oparciu krzesła.
- Nie wiem co z tym zrobię. - powiedział w końcu zgodnie z prawdą - Potrzebuje czasu żeby sobie to wszystko ułożyć i się z tym uporać.
Nadal miał mętlik w głowie. Chciał żeby to zniknęło, chciał się pozbyć tego uczucia raz na zawsze, chciał aby wszystko wróciło do normy, ale wiedział, że to niemożliwe, bo nic już nie będzie takie samo jak kiedyś. Z drugiej strony jednak chciał znów móc się z nią śmiać, bawić się i tańczyć, taktować ją tak jak wcześniej, zanim on coś do niej poczuł i zanim dowiedział się, co ona czuła do niego. Gdyby tak było nie miałby żadnych obiekcji co do tego, że jest z Kennethem, ba, przyklasnąłby im i życzył powodzenia. Teraz nie potrafił tego zrobić.
Taka była prawda, nie zrobił nic złego i też nie podejrzewał aby ją do czegokolwiek zmusił. Riven dała mu jasno do zrozumienia, że to była jej decyzja i tylko jej. Ale złość mimo wszystko pozostała. Spiął się nagle widząc jak Kenneth zatrzymuje się przy drzwiach, nie miał pojęcia czego może się spodziewać. Okazało się jednak, że miał otrzymać wyjaśnienie, wyjaśnienie, które dla niego w tym momencie w ogóle nie miało sensu.
- Jakby kiedykolwiek potrzebowała ochrony. Dawała sobie radę przed tobą bez problemu, wszyscy doskonale wiedzą w porcie, że jest nietykalna. - pokręcił głową, ponieważ w jego oczach to było jedynie durne usprawiedliwienie, w tym momencie nie docierało do niego jego prawdziwe znaczenie.
Na ostatnie słowa Kennetha jedynie prychnął. Nie wierzył, że ten potrafi być wierny tylko jednej i chociaż na ogół nie wierzył we wszystko co się o nim mówiło, w tym momencie, w złości, był gotów w to uwierzyć. Potem do niego dotrze jak bardzo niesprawiedliwe to wszystko było z jego strony, ale w tym momencie stworzył sobie w głowie taki, a nie inny obraz.
Kiedy Kenneth opuścił restauracje, a drzwi się za nim zamknęły, zacisnął mocno szczęki, tak mocno, że głowa rozbolała go jeszcze bardziej, a dłonie zwinął w pięści. Temperatura dochodziła do wrzenia, ale nie miała nigdzie kurka by wypuścić parę. Zanim zdążył pomyśleć, chwycił miskę, w której wcześniej kelnerka przyniosła zupę dla Kennetha, po czym cisnął nią z całej siły o ścianę, a porcelana roztrzaskała się o nią z łoskotem, posyłając białe kawałki na wszystkie strony. Nawet nie zauważył, że jedna zranił go w policzek. Zrobiło mu się jednak minimalnie lepiej, napięcie i złość go nie opuściły, ale ren bezmyślny akt wandalizmu na moment pozwolił mu odetchnąć i zebrać myśli.
Nie tak miał się potoczyć ten wieczór! Wziął kilka głębokich wdechów, po czym sięgnął do kieszeni po różdżkę by naprawić roztrzaskane naczynie, a potem wziął się za sprzątanie restauracji w kompletnej ciszy.

ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:45 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.